Diamond Eyes - Deftones

Diamond Eyes Deftones

#9362498480


Premiera: 4 maja 2010
Premiera w Polsce: 4 maja 2010

Gatunek: Rock / Metal
Styl: metal eksperymentalny, nu metal

Wydawca: Reprise Records
Dystrybutor: Warner Music Poland 
CD

Recenzja - Deftones "Diamond Eyes"

Diamentów jest na płycie 11. Każdy z nich imponujących rozmiarów i pięknie wyszlifowany. Nic tylko podziwiać.

Powstała po tragedii basisty Chi Chenga płyta jest kolejnym dobrym przykładem na to, jak wspaniale dojrzewa muzyka Deftones. Biję się w piersi, bo kiedyś uważałem ten zespół za nu-metalowego pierwszoligowca na wieki schowanego za plecami liderów. Nie sądziłem, że kiedykolwiek będzie w stanie wyskoczyć przed nich. A tak się stało, i to już jakiś czas temu.

Brak miłosierdzia ze strony losu najwyraźniej pomaga Deftones. Nagrywanie wspaniałego krążka "Saturday Night Wrist" naznaczyły potężne kłótnie Chino Moreno z producentem Bobem Ezrinem. Aby powstał "Diamond Eyes" muzycy musieli się pozbierać po nieszczęściu Chi, odłożyć ad acta nagrane z nim utwory i zacząć wszystko od nowa. Obawiałem się, czy z piosenek nie będzie wylewać się za dużo bólu i rozpaczy, co uczyni całość niemożliwą do strawienia. Tak się nie stało. Owszem, jest tu smutek i wściekłość, lecz nie brakuje psychodelii, sielskości wręcz (np. "Sextape") i takiego kosmicznego rozmarzenia, gdy gitary dryfują swobodnie w przestrzeni pod wzbogaconym echem wokalem Moreno (np. "This Place Is Death").

Deftones to zespół silnie zakorzeniony w ostrym metalu, więc nie mogło zabraknąć potężnych, przytłaczających riffów, rażących niczym jak u Pantery i Meshuggah. Miażdżących niesamowicie, kręcących, brzmiących krystalicznie, ale nie sztucznie (np. "CMND/CTRL"). To spora sztuka, lecz osiągalna, jeśli dowódcą konsolety jest Nick Raskulinecz. Nie wydaje się przesadą napisanie, że za niedługo to będzie ktoś na miarę Ricka Rubina. Facet ma niesamowity dar do przywracania brzmieniowej potęgi zespołom i nieprawdopodobne czucie muzyki. Nie jest kolesiem, który wyklepał regułki obsługi sprzętu, a potem nauczył się wciskać odpowiednie guziki i przesuwać "hebelki". On na studyjnym sprzęcie gra jak mistrz, a dzięki temu możemy rozkoszować się pysznościami w stylu "Diamond Eyes", wcześniej choćby "Black Gives Way To Blue" Alice In Chains czy "Snakes And Arrows" Rush.

Psychodeliczno-progresywny metal w wydaniu Deftones jest przekonujący. Ma w sobie sporo poetyckości tytułu, imponującą siłę rażenia oraz lekko alternatywny sznyt. Połączenie bardzo ciekawe i stworzone przez nielichych muzycznych jubilerów. Do częstego podziwiania.

autor: Lesław Dutkowski

Recenzja - Deftones "Diamond Eyes"

Miało być ostro i agresywnie. Obiecywali, że będzie jak na "Around the Fur". Oczywiście przesadzili, ale i tak nagrali kapitalną płytę.

Pomimo okoliczności, w jakich powstawał materiał (z nowym basistą, po tym jak w śpiączkę zapadł Chi Cheng), dzieło nie jest mroczne czy przygnębiające, jak można by przypuszczać. Wręcz przeciwnie, z niektórych nagrań aż bije optymizm. Całość jest natomiast znakomita warsztatowo (to, co wyczynia Chino Moreno jest chwilami niesamowite), bardzo spójna i dojrzała.

Nie jest tak wściekle, jak może życzyliby sobie fani, ale jest za to bardzo ciężko, chwilami wręcz topornie. Niemal każdy potężny riff (a jest tu co najmniej kilka prawdziwych perełek) pięknie łączy się z zgrabną, czasem wręcz kołysankową melodią i ładnym śpiewem Chino, czego dowodzi chociażby otwierający zestaw numer tytułowy czy "Sextape" (bardziej przypominające dokonania pobocznego projektu wokalisty, Team Sleep). Trzeba więc na początek pogodzić się, że nowy longplay jest jeszcze bardziej melodyjny niż dotychczasowe dokonania formacji z Sacramento. Co nie znaczy, że muzycy wyzbyli się swych charakterystycznych elementów. Wciąż mamy wirujące rytmy, zabawy tempem, nieco wrzasków (choć łagodniejszych niż zazwyczaj), zniekształcone wokale i skomasowane, hałaśliwe zagrywki (wszystko znajdziemy w bardzo udanym "Prince"). Zespół porzucił elektroniczne eksperymenty znane z "Saturday Night Wrist", koncentrując się na gęstym gitarowym brzmieniu, co zaowocowało kilkoma gniewnymi, nasączonymi groove'em fragmentami, jak "CMND/CTRL". Najczęściej mamy jednak typowy dla Deftones mariaż przebojowej kompozycji z przygniatającym riffem (genialne "You've Seen the Butcher", singlowe, reprezentatywne dla całości "Rocket Skates"czy piękne "Risk").

Wielkim bohaterem wydawnictwa jest osoba producenta, Nicka Raskulinecza. Dzięki niemu, perkusja buduje niesamowitą przestrzeń, a nisko strojone gitary fantastycznie zagęszczają atmosferę, tworząc krystaliczno-monolityczne numery.

Deftones to jednak nie tylko świetnie dobrane dźwięki. Jak zwykle ważne są emocje, którymi Moreno coraz wprawniej operuje. Potrafi być czuły i delikatny, by po chwili sączyć jad i wykrzykiwać wniebogłosy. Dzięki jego abstrakcyjnym tekstom i zaangażowanym interpretacjom, utwory zyskują głębszy wymiar, a "Diamond Eyes" staje się dziełem pełnym, kompletnym.

autor: Anna Szymla

Diamond Eyes: E-Recenzje

Wojtuś


super

Zawsze dziwi mnie, gdy zabieram się za słuchanie metalowych kapel, że tyle w ich graniu melodii. Gdyby wyrzucić ostre gitarowe riffy i wyciszyć nieco wokalistę mielibyśmy tak naprawdę do czynienia z całkiem ładnym popowym albumem. Na dodatek optymistycznym. Choć wokół kapeli nie dział się ostatnio najciekawiej muzycy podkreślali, że chcą albumem odreagować i nagrać pozytywne, radosne piosnki. Jak powiedzieli tak zrobili i to z naprawdę dobrym skutkiem.

Tracklista

# Tytuł Czas
1 Diamond Eyes 3:08
2 Royal 3:32
3 CMND/CTRL 2:24
4 You've Seen The Butcher 3:31
5 Beauty School 4:44
6 Prince 3:36
7 Rocket Skates 4:12
8 Sextape 4:01
9 Risk 3:38
10 976-EVIL 4:32
11 This Place Is Death 3:48

Artyści wystepujący na albumie "Diamond Eyes"

Brak danych.

Teledyski z płyty "Diamond Eyes"

Brak teledysków z tej płyty
Piszesz recenzję dla: Diamond Eyes


Przepisz tekst z obrazka:


* pola obowiązkowe


Dodaj komentarz do płyty "Diamond Eyes"

Autor:
Komentarz:

Przepisz tekst z obrazka: