Driving Towards The Daylight - Joe Bonamassa

Driving Towards The Daylight Joe Bonamassa


Premiera: 22 maja 2012
Premiera w Polsce: 21 maja 2012

Gatunek: Rock
Styl: blues rock, hard rock

Wydawca: Provogue Records
Dystrybutor: Mystic Production 
CD

Recenzja - Joe Bonamassa "Driving Towards The Daylight"

Gdyby wśród muzyków istniał konkurs na przodownika pracy, Joe Bonamassa byłby w ścisłej światowej czołówce. Godne podkreślenia jest to, że choć Amerykanin pracuje niemal bez przerwy i płytami raczy nas często, niezmiennie są one bardzo wysokiej jakości.

Tym razem Joe postanowił wrócić bardziej ewidentnie do korzeni ukochanego bluesa. Trochę schował rockowy pazur, co nie znaczy, że nie jest on słyszalny. Różnica w stosunku do paru ostatnich produkcji Bonamassy jest taka, że słuchając "Driving Towards The Daylight" od razu cofniemy się myślami do narodzin bluesa, do czasów Roberta Johnsona, Willego Dixona, Howlin' Wolfa (których kompozycje Joe zawarł na krążku). Choć jest charakterystyczna, mięsista, soczysta gitara Amerykanina, nie jest to w pierwszej kolejności mocny blues rock ocierający się chwilami o hard rock. Wraz z Kevinem Shirleyem (m.in. Iron Maiden, Rush) artysta zadbał o to, by brzmieniowo album był hołdem dla tych twórców, którzy tworzyli podwaliny bluesa. I takie właśnie wrażenie sprawia. Nie bez znaczenia był na pewno fakt, że Joe użył do nagrań starych gitar, z lat 50. i 60.

Oczekujący od Bonamassy właśnie dynamicznego blues rocka, też zawiedzeni nie będą. Parokrotnie gitara muzyka brzmi niczym wyjęta z pierwszego okresu Led Zeppelin, co najwyraźniej słyszalne jest chyba w "Stones In My Passway" Roberta Johnsona. Ale największe wrażenie robi ballada "A Place In My Heart" Berniego Marsdena (Whitesnake), napisana w hołdzie dla Gary'ego Moore'a. Piękna, liryczna, poruszająca kompozycja, idealnie oddająca muzykę niezapomnianego Irlandczyka z jego bluesowych czasów. Autorskich numerów Joe zawarł tym razem tylko trzy. Każdy broni się nieźle, a najlepiej chyba "Heavenly Soul". W "Who's Been Talkin'?" jest nawet fragment mówiącego Howlin' Wolfa. Inne ozdobniki, to chociażby wspaniale grające organy Hammonda oraz dęciaki.

Album ma świetny feeling. Jakby Joe, jego sprawdzeni współpracownicy oraz goście (m.in. Brad Whitford z Aerosmith, Pat Thrall, Jimmy Barnes, który śpiewa w przeróbce swojej piosenki) odbyli jam session w klubie, które przypadkowo zarejestrowano. Komplementy należą się Bonamassie przede wszystkim za to, i to po raz już któryś, że gdy bierze się za cudzą twórczość, nie tylko odgrywa numery i ubiera we współczesne brzmienie, lecz daje im jedyny w swoim rodzaju stempel identyfikacji. Wystarczy posłuchać choćby "New Coat Of Paint" Toma Waitsa, aby się o tym przekonać. Przodownik Joe Bonamassa nie zawodzi.

autor: Lesław Dutkowski

Driving Towards The Daylight: E-Recenzje

Tracklista

# Tytuł Czas
1 Dislocated Boy 6:40
2 Stones in My Passway 3:58
3 Driving Towards the Daylight 4:50
4 Who's Been Talkin'? Chester Burnett 3:28
5 (I Got) All You Need 3:04
6 A Place in My Heart 6:48
7 Lonely Town, Lonely Street 7:08
8 Heavenly Soul 5:55
9 New Coat of Paint 4:06
10 Somewhere Trouble Don't Go 4:59
11 Too Much Ain't Enough Love -

Artyści wystepujący na albumie "Driving Towards The Daylight"

Brak danych.

Teledyski z płyty "Driving Towards The Daylight"

Brak teledysków z tej płyty
Piszesz recenzję dla: Driving Towards The Daylight


Przepisz tekst z obrazka:


* pola obowiązkowe


Dodaj komentarz do płyty "Driving Towards The Daylight"

Autor:
Komentarz:

Przepisz tekst z obrazka: