The Fame - Lady GaGa

The Fame Lady GaGa

#B0011805-02, 1781425

Premiera: 19 sierpnia 2008

Gatunek: Pop
Styl: electropop

Wydawca: Interscope Records
Dystrybutor: Universal Music Polska 

Recenzja - Lady GaGa "The Fame"

Chce być królową popu. Na razie na pewno jest królową electro popu. Wystarczył prosty przekaz - "Just Dance" - i udana piosenka, by Lady GaGa zrobiła furorę. Uroda, seksapil, talent i świetny głos bynajmniej nie przeszkodziły.

Wydanie świetnego, porywającego singla to w zasadzie niewielka sztuka. Takich "one hit wonders" mamy coraz więcej. Większość aspirujących gwiazd przepada jednak z długogrającym materiałem. Zupełnie inaczej jest w przypadku Stefani Joanne Germanotta, która ukrywa się pod pseudonimem Lady GaGa. Jej długogrający debiut, "The Fame", broni się od początku do końca.

Artystka bryluje w dość agresywnych, nasączonych ostrą elektroniką chwytliwych kawałkach, których - co nie takie powszechne w świecie muzyki pop - sama jest autorką. Zwiastujący numer "Just Dance" doskonale oddaja charakter płyty. Większość kompozycji utrzymana jest właśnie w tym stylu i każdy z nich ma równe szanse, by stać się przebojem - czy "Love Game", czy "Poker Face". Nie znaczy to jednak, że całość jest monotonna. W "Beautiful, Dirty, Rich" pojawia się funkująca pulsacja, w tytułowym nagraniu znakomicie wpleciona rockowa gitara, a "Boys Boys Boys" przypomina najlepsze dokonania Gwen Stefani. 22-latka udowadnia też, że jest wszechstronna wokalnie, wyśmienicie radząc sobie w drapieżnie soulowym "Again Again" czy pozbawionej jakiejkolwiek ckliwości, fortepianowej balladzie "Summerboy".

Zanim zaczęła własną karierę, pisała piosenki dla Fergie czy The Pussycat Dolls. Te ostatnie nawet proponowały jej angaż w grupie, ona jednak wolała poczekać, by zabłysnąć solo. Decyzja wydaje się słuszna. Co prawda The Pussycat Dolls na brak popularności narzekać nie mogą, ale pewnie jak reszta dziewcząt i Stefani zginęłabym w cieniu Nicole Scherzinger, a tak od miesięcy miliony ludzi na całym świecie wiedzą, kim jest Lady GaGa.

Ambicje i ego ma równie wielkie, co dryg do pisania hitów. Twierdzi, że będzie większa od Madonny. Na razie to pobożne życzenie, ale Britney Spears, Christina Aguilera czy Kylie Minogue na pewno powinny czuć się poważnie zagrożone.

autor: Lola

Recenzja - Lady GaGa "The Fame"

Mająca włosko-amerykańskie korzenie Lady GaGa nie wstydzi się inspiracji klasyczną Madonną, Gwen Stefani czy Prince'em. Za kilka lat może być stawiania z tymi artystami w jednym rzędzie.

Tak błyskotliwego, przebojowego debiutu nie było na popowej scenie od dłuższego już czasu. Lady GaGa ma absolutnie wszystko, co powinno charakteryzować wokalistkę na miarę XXI wieku. Począwszy od nienagannej prezencji, dobrego, zapadającego w pamięć głosu, przez talent do pisania prostych, a zarazem niegłupich tekstów, na niesamowitej łatwości do 
tworzenia genialnych refrenów, które błyskawicznie wpadają w ucho. Ten zestaw atrybutów po prostu musiał zaowocować dobrym materiałem.

"The Fame" to album popowy, co wcale nie znaczy, że trzymający się li tylko piosenkowego, radiowego nurtu. Nie brakuje na krążku eksperymentów z rockiem, R&B, odważną elektroniką, a czasem zwyczajną, niesamowicie przebojową muzyką dance. Okazało się, że można zrobić coś świeżego, nieszablonowego, nie posiłkując się beatami wszechobecnych Danja, Timbalanda czy Stargate. Za brzmienie krążka odpowiadają mniej znani, ale naprawdę mający sporo do zaprezentowania, RedOne, Space Cowboy, Martin Kierszenbaum czy Rob Fusari. Efekt ich pracy jest daleki od zalewających popowe produkty wysokobudżetowe papki, ba! - tak naprawdę nie ma z nią nic wspólnego.

Można nagrać świetny, tłusty pop bez Timbalanda?! Można! Może Akon być producentem wykonawczym albumu i nie zepsuć go zupełnie niepotrzebnym featuringiem? Może! Może być świeża popowa laska, która nagra przebojowy materiał sprzedając nam świeże, przebojowe brzmienie, a nie poprawione Photoshopem klipy, w których wymachuje silikonem? Może! Dlatego też, Panie i Panowie, czapki z głów. Lady GaGa to nie jest taka sobie zwyczajna debiutantka. To jedna z osób, których sława nie ograniczy się do jednej-dwóch piosenek, daję Wam na to słowo pismaka.

autor: Rafał Przygodny

The Fame: E-Recenzje

Tracklista

# Tytuł Czas
1 Just Dance 4:04
2 LoveGame 3:33
3 Paparazzi 3:28
4 Beautiful, Dirty, Rich 2:54
5 Eh, Eh (Nothing Else I Can Say) 2:56
6 Poker Face 3:59
7 The Fame 3:44
8 Money Honey 3:08
10 Boys Boys Boys 3:22
11 Brown Eyes 4:05
12 Summerboy 4:16
13 I Like It Rough 3:24

Artyści wystepujący na albumie "The Fame"

Brak danych.

Teledyski z płyty "The Fame"

Brak teledysków z tej płyty
Piszesz recenzję dla: The Fame


Przepisz tekst z obrazka:


* pola obowiązkowe


Dodaj komentarz do płyty "The Fame"

Autor:
Komentarz:

Przepisz tekst z obrazka: