The Joshua Tree - U2

The Joshua Tree U2


Premiera: 9 marca 1987


Wydawca: Island Records

Recenzja - U2 "The Joshua Tree"

Jeśli wydawać reedycje, to tylko takie, jak "The Joshua Tree". Trzypłytowa wersja przypomina nam, dlaczego U2 to zespół wielki.

W pięknym czarnym pudełku znajdujemy grubą książeczkę w twardej oprawie; zapakowane w szarą, tekturową kopertę zdjęcia autorstwa Antona Corbijna oraz - co najważniejsze - trzy krążki. Oryginału nie ma co zachwalać. Wystarczy wspomnieć, że na pochodzącym sprzed 20 laty albumie znalazły się takie potęgi muzyki rozrywkowej, jak "Where the Streets Have No Name", "I Still Haven't Found What I'm Looking For" czy "With or Without You". A to zaledwie początek dzieła. Drugą płytę wypełniają rarytasy. Jak to bywa w przypadku takich kompilacji mamy raczej do czynienia z propozycją dla zagorzałych kolekcjonerów, acz niepozbawioną udanych elementów ("Silver and Gold" (Sun City version), "Spanish Eyes")

Trzeci krążek to DVD, z ciekawym dokumentem, kręconym w Ameryce (pamiętacie teledysk do "Where the Streets Have No Name" ?), dwoma rzadkimi klipami ("With Or Without You", "Red Hill Mining Town") oraz koncertem. I ta ostatnia propozycja to największy skarb zestawu i dowód wielkości U2. Na scenie widzimy czterech fatalnie ubranych Irlandczyków (w modzie były kamizelki i kolczyki-kółka) i... i tyle. Show w starodawnym stylu, gdzie artystom wystarczały wzmacniacze i publiczność, by stworzyć coś niezapomnianego. Nietrudno zachwycić się koncertami U2 z ostatnich lat. Produkcja zwala z nóg. Co sprawiało jednak, że tłumy stawiały się na ich występy przed dwiema dekadami?

Przede wszystkim, każdy z muzyków jest prawdziwym geniuszem w swym fachu. I nie ma w tym stwierdzeniu źdźbła przesady. Po drugie cudownie jest patrzeć na Bono nieskrytego za ciemnymi okularami i starającego się z całych sił głosić o wielkich sprawach, wartościach wyłącznie poprzez muzykę. Bono nie mówi wiele, nie agituje, za to śpiewa z takim zaangażowaniem, szczerością i przekonaniem, że swoim głosem może coś zmienić, że gdyby robił tak nadal, co miesiąc przekazywałabym znaczną sumę na kampanię RED. Trzeci, choć z pewnością nie najmniejszy atut tamtego koncertu to repertuar. Moimi faworytami są "The Unforgettable Fire" oraz "Exit" połączone z przebojem "Gloria" Vana Morrisona. Ten pierwszy sprawia, że ciało pokrywa gęsia skórka, a w gardle aż ściska. Drugi ma w sobie nieprzeciętną wręcz energię, siłę i dramaturgię. Słabych numerów jednak nie znajdziemy, ktoś inny pewnie wychwalać będzie "I Still Haven't Found What I'm Looking For" z wplecionymi "Exodus" Boba Marleya, potężne "Sunday Bloody Sunday", przejmujące "October" czy "With or Without You" spojone z "Love Will Tear Us Apart" Joy Division.

Poza Pearl Jam dziś już chyba żadna stadionowa grupa tak nie gra. Bez laserów, fajerwerków, całej scenicznej otoczki, za to z pasją skapującą z każdą kroplą potu. Ostanie płyty i występy U2 nie zrobiły na mnie kolosalnego wrażenia, ale reedycja "The Joshua Tree" przypomina, że to był/jest - z pełną świadomością powtórzę to po raz trzeci - wielki zespół, a bohaterom się wybacza i daje kolejną szansę.

The Joshua Tree: E-Recenzje

Artyści wystepujący na albumie "The Joshua Tree"

Brak danych.

Teledyski z płyty "The Joshua Tree"

Brak teledysków z tej płyty
Piszesz recenzję dla: The Joshua Tree


Przepisz tekst z obrazka:


* pola obowiązkowe


Dodaj komentarz do płyty "The Joshua Tree"

Autor:
Komentarz:

Przepisz tekst z obrazka: