menu

Jessie Ware - BILETY WYPRZEDANE


Wykonawcy: Jessie Ware | SoundQ
Miejsce: Kraków, Studio
Data: 22.03.2013
Wstęp od: 19:00 rozpoczęcie imprezy: 19:45
Bilety: 89 zł w przedsprzedaży, sprzedaż: go-ahead.pl, ebilet.pl, eventim.pl oraz ticketpro.pl
 

RELACJA

Jessie Ware ma głos, nagrała kilka znakomitych piosenek, potrafi opowiadać zabawne anegdoty, ale w Krakowie nie potrafiła swego potencjału wykorzystać.



Może to kwestia rutyny, źle ułożonej setlisty, ale czegoś zdecydowanie zabrakło na koncercie Jessie. Na papierze powinien być pełen sukces. Koncert wyprzedany, artystka uśmiechnięta, często ciepło mówiła o Polsce (że u nas zdobyła pierwszą platynową płytę, wspominała występ na Open'erze), wokalnie dawała radę, wykonała nie tylko materiał ze swojej płyty, ale i nowy kawałek (całkiem fajny, nadający się do tańczenia "Imagine It Was Us") czy cover Rihanny (raczej niemrawe "Diamonds"). Mimo wszystko koncert nie miał klimatu, nie do końca angażował publiczność. Brakowało energii, chemii, magii. I proszę nie myśleć, że wydziwiam, marudzę i się czepiam. Nieoficjalnym wyznacznikiem jakości koncertu jest frekwencja przy barze, a ta w pewnym momencie była zdecydowanie za wysoka. W dalszych rzędach, ludzie częściej rozmawiali, chichotali, wygłupiali się, niż skupiali na muzyce. Atmosfera pojawiła się tak naprawdę na 10 minut przed końcem, kiedy Angielka opowiedziała, jak w hotelu wpadła na fankę (dostrzegła później dziewczynę w tłumie) i zaśpiewała - jak się okazuje - dwa największe hity "Wildest Moments" (odśpiewane z pomocą publiczności) i "Running".

Na pewno czepię się zakończenia. Po "Running" dość brutalnie zabrzmiało... "Sledgehammer" Petera Gabriela, oczywiście z taśmy. Żadnych bisów, od razu światła i "zaproszenie" do szatni. Wiem, że Ware nie ma obszernego materiału, ale zawsze coś można znaleźć na bisy. Chyba, że Angielka czuła, że tak naprawdę nikt się bardzo bisów domagać nie będzie.

Może gdyby "Wildest Moments" zostało wykonane wcześniej, udałoby się bardziej rozruszać imprezę. Może gdyby towarzyszący jej zespół był bardziej zaangażowany, żywiołowy, byłoby więcej energii. Może gdyby Jessie była bardziej spontaniczna, wyluzowana, mniej "żakietowa", zdołałaby zdobyć nasze serca. Gdybać można jeszcze długo, co nie zmieni faktu, że był to co najwyżej poprawny występ.

Pocieszeniem, choć marnym, jest to, że ci, którzy poszli na koncert zamiast oglądać mecz polskiej reprezentacji, nieświadomie wybrali mniejsze zło.



Dodaj komentarz

Przepisz tekst z obrazka

Komentarze

10 lipca 2013, 17:57

Zosia

Mi sie koncert barrdzo podobal, Jessue jest fenomenalna