menu
 

RELACJA

Teraz to już oficjalne. OFF Festival należał do "staruszków". Cudzysłów jest tu celowy i obowiązkowy. Choć - Charles Bradley (64), Iggy Pop (65) i Henry Rollins (51) - do młodzieniaszków nie należą, mają mnóstwo żaru, energii i pasji.



Dzień pierwszy:

Dla takich koncertów warto jeździć na festiwale, przemierzać pół Polski i spać w nie swoim łóżku. Dzięki takim artystom jak Charles Bradley muzyka jest czymś więcej niż zbiorem dźwięków.

Brzmi to nieco górnolotnie, ale dawno nie widziałam tak szczęśliwego człowieka. Człowieka, który całe życie gonił za marzeniami i w końcu je zrealizował. Naprawdę wdzięcznego, że może występować i wzruszonego tym, że to, co robi podoba się innym.

Historia tego Amerykanina jest z kategorii hollywoodzkich scenariuszy. Był kucharzem w nowojorskim szpitalu psychiatrycznym, gotował też posiłki dla drwali na Alasce. Zawsze jednak chciał być Jamesem Brownem. Po latach nieudanych prób, po wielu przykrych życiowych doświadczeniach, w wieku 62 lat wydał album "No Time For Dreaming" pełen znakomitych soulowych i funkowych utworów. Piosenek, które na żywo, z prawdziwą sekcją dętą, zmieniają się w wypełnione emocjami muzyczne skarby.

Wielu by zrezygnowało, odpuściło, on jednak był wytrwały, a kiedy przyszedł sukces przyjął go z pokorą. Bradley na scenie daje z siebie wszystko. W występ wkłada serce, dusze i niespożyte pokłady energii. Każde gorzkie słowa przeżywa raz jeszcze, śpiewa z zaangażowaniem, nie zapominając jednak, że liczy się też show. Przebiera się więc w błyszczące stroje, kręci biodrami, tańczy. I też robi to z pasją. Najlepiej jak potrafi i po to, by zrobić wrażenie na zgromadzonych. Bo chociaż pod koniec koncertu, przez łzy, mówił polskim fanom, że dają mu siłę i miłość, naprawdę jest dokładnie odwrotnie. To Charles daje całego siebie, bez grama fałszu, pozy. Daje siebie i swoją muzykę. I jest szczerze poruszony, że ludzie tak ciepło go przyjmują. Tego się nie da nauczyć, wyćwiczyć, to trzeba chcieć. Chcieć podzielić się tym, co się kocha.

- Można marzyć, ale by spełnić marzenia, trzeba ciężko pracować - mówił przy okazji premiery płyty. W Katowicach pokazał, że warto. Warto dążyć do celu, warto wierzyć i warto marzyć.

Pierwszego dnia festiwalu wystąpili m.in. także Converge, wdzięczni za przybycie na koncert szczególnie tym, którzy ich wcześniej nie znali, wciągający w transowe podróże (acz trochę jednak nudni w wersji czysto instrumentalnej) Death In Vegas, celujący w piękne dźwięki Mazzy Star czy chłopcy w żółtych spodniach i odświętnie odstawiona perkusistka, czyli Metronomy.

Dzień drugi:

Próba przed koncertem Iggy and The Stooges

"Stary człowiek i może" albo "stary, ale jary". Obserwując koncert Iggy'ego PopaThe Stooges na usta cisną się takie właśnie zdania.

Pamiętacie teledysk do "Losing My Religion" R.E.M.? Był tam pewien staruszek, któremu wkładano palec pod rozcięta na żebrach skórę. Pop, 65 wiosen na karku, wygląda już właśnie trochę jak tamten mężczyzna. Wystające żyły, obwisła skóra acz nadal ani grama tłuszczu. Nadal ma też niespożyte pokłady energii i niesłychanie lśniące, blond włosy (spokojnie mógłby reklamować szampony i odżywki).

Nie wiem, czy to bardziej budujące czy dołujące, ale okazuje się, że na razie największą furorę na OFF Festivalu robią panowie po 60. Charles Bradley pokazał, czym jest muzyka grana prosto z serca, a Iggy z kumplami, co znaczy dać czadu. Ten koleś wpada na scenę i wie, że nikt mu nie podksoczy. Sam za to skacze i wije się, tańczy, śpiewa i zaprasza na scenę dziewczyny. Koledzy z The Stooges nie mają szans równać się z petardą, jaką jest James Newell "Jim" Osterberg, Jr. (tak naprawdę nazywa się pan Pop), ale robią, co mogą, by nie odstawać, więc na przykład "gwałcą" gitarą Marshalle. A Iggy nie dość, że szaleje, znakomicie radzi sobie wokalnie ("The Passenger" na finał - bomba). To rock nad roll w czystej, niezbrukanej show-bizem postaci. Energia i moc, które imponują nawet takim twardzielom jak Henry Rollins. Poniżej filmik, w którym przed kilkoma laty założyciel Rollins Band opowiadał o scenicznych popisach Popa. Niewiele się od tej pory zmieniło. I tylko szkoda, że występ Henry'ego na OFF-ie zaplanowano na inny dzień.



Jednym z większych rozczarowań okazał się skądinąd utalentowany DOOM. Duży zamaskowany jegomość w obwisłych spodniach od dresu, odpalił swojego Maca i do zaprogramowanych pokładów nawijał. Utwory ma znakomite, więc tym się bronił, ale jako występ ubogie to niesłychanie i raczej ciężko w tym przypadku mówić o koncercie.

Dzień trzeci:

Battles było znakomite - porywające dźwięki, power i finezja, Dâm-Funk z klawiszami oraz rytmem rodem z hitów Prince'a świetnie nakręcał na zabawę, a Swans zgodnie z obietnicą grali niesamowicie głośno, wprowadzając w trans żądnych ekstremalnych doznań festiwalowiczów. Bohaterem - przynajmniej dla niżej podpisanej - był niemniej Henry Rollins. 51-letni artysta nie zajmuje się już muzyką, lecz jeździ po całym świecie, opowiadając o swym życiu, doświadczeniach, obserwacjach. A ma o czym opowiadać, począwszy od nauk, jakie próbował mu wpoić ojciec (rasista, homofob i mizogin) przez szkolne "przygody" (uszkadzaniem ciała ołówkiem) i nowojorskie koncerty Black Flag, podczas których dochodziło do poważnych uszkodzeń ciała (fanka straciła oko!) po działalność charytatywną (pomoc poszkodowanym w wyniku trzęsienia ziemi Haiti). Opowiada o muzyce, polityce, życiu. Facet jest urodzony, by występować na scenie. Nie musi śpiewać, by zrobić piorunujące wrażenie. Gdyby chcieć zilustrować czyimś wizerunkiem słowo charyzma, spokojnie mógłby to być Henry. Jest błyskotliwy i diabelsko zabawny. Ma absolutnie niewykorzystany talent komediowy. Mówiąc o niekoniecznie wesołych rzeczach (prezydentura George'a W. Busha, pobicia) potrafi doprowadzić do łez, oczywiście ze śmiechu. Przy czym sam podchodzi do tego bardzo poważnie. Niby to luźny występ, gadka głównie o nim samym, a jednak widać, że Rollins jest skupiony, skoncentrowany, wręcz spięty. Nie biega, nie skacze, a i tak pot nie tylko kapał mu z lewego łokcia, ale wręcz cały parował, co momentami wyglądało dość diabolicznie. Między anegdoty i dykteryjki stara się też wpleść jakieś pozytywne przesłanie, refleksję. Po prostu, wspaniały facet.



Dodaj komentarz

Przepisz tekst z obrazka

Komentarze

8 czerwca 2016, 05:56

Monkey

My prlbeom was a wall until I read this, then I smashed it.

8 czerwca 2016, 06:00

Coralyn

This shows real extripese. Thanks for the answer.

8 czerwca 2016, 22:02

Lele

AFAIC tht'as the best answer so far! http://locwtgsk.com [url=http://zblthhl.com]zblthhl[/url] [link=http://kancvh.com]kancvh[/link]

10 czerwca 2016, 02:17

Kairii

Boom shkkalaaa boom boom, problem solved.

11 czerwca 2016, 06:03

Carley

I could read a book about this without finding such real-world apehoacrps! http://uenewdwyl.com [url=http://cbfnrzzc.com]cbfnrzzc[/url] [link=http://xdksdaigdu.com]xdksdaigdu[/link]

11 czerwca 2016, 06:03

Kaiden

I might be beiatng a dead horse, but thank you for posting this! http://tsdbjg.com [url=http://wtbtstuoq.com]wtbtstuoq[/url] [link=http://qelfpvbq.com]qelfpvbq[/link]