menu
 

OPIS

Kygo

Choć cały czas jest przed oficjalnym płytowym debiutem, bez wątpienia zasłużył, by zamykać koncerty na głównej scenie jednego z największych festiwali w Europie. Od blisko trzech lat ten norweski DJ, muzyk i producent stoi na czele najważniejszych i najbardziej komentowanych artystów współczesnej elektroniki. Jest kolejnym z licznej grupy młodych producentów sceny EDM, posiadających klasyczne wykształcenie muzyczne. Przez ponad dekadę kształcił się w grze na pianinie. Umiejętności zdobyte przed 16. urodzinami, zaczął szybko wykorzystywać do zgoła innego zajęcia - produkcji muzyki elektronicznej. Przełomowy stał się dla niego rok 2013 - przygotował wtedy w sumie aż 17 (!) remixów - dystrybuując je po przez swoje konto na SoundCloud. Dziś wszystkie z umieszczonych tam nagrań dobijają w sumie do ponad 100 milinów odtworzeń.

Dziś, za sprawą popularności singli "Firestone" czy "Stole The Show" Kygo trafia nas sam szczyt list przebojów stając się obecnie jednym z najpopularniejszych artystów muzyki pop. W grudniu ubiegłego roku Kygo był główną gwiazdą koncertu zorganizowanego w ramach wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla. Dziś brakuje mu tylko jednej rzeczy - premiery swojego debiutu. Nad płytą "Cloud Nine" pracuje od półtora roku i właśnie szlifuje jej ostatnie fragmenty. Fanów prosi o cierpliwość, ale wcale nas nie zdziwi, jeśli usłyszymy cały materiał, chwilę przed jego występem na Open'erze.

Grimes

Losy najnowszego albumu Grimes mniej więcej półtora roku temu malowały się raczej w czarnych barwach. W emocjonalnym wywiadzie artystka poinformowała, że zrezygnowała z całego nagranego materiału i zaczyna pracę od nowa. Rok później otrzymaliśmy album "Art Angels". Trudno oceniać, czy decyzja o skasowaniu pierwotnej wersji płyty była słuszna, ale z pewnością w listopadzie otrzymaliśmy jeden z najważniejszych albumów 2015 roku, oryginalny, oczekiwany i co najważniejsze potwierdzający, że Grimes to artystka niestandardowa, być może najciekawsza postać współczesnego popu.

"Art Angels" stał się dla Grimes pewnego rodzaju testem. Czy ukochana i rozpieszczana przez środowisko i fanów, ale mimo wszystko niszowa artystka, u której utwory zaczęła zamawiać sama Rihanna, poradzi sobie z presją? Poradziła sobie doskonale. Jej czwarty album to szaleństwo i pomysłowość, melancholia i taneczność zamknięte w logiczną całość. "Art Angels" zostało płytą roku w NME ale najlepszą recenzję wystawił albumowi Consequence Of Sound - "Czysta Grimes - performatywna, maksymalistyczna, zabawna i jadąca szeroko" - niejako definiując jej styl.

Mac DeMarco

Gdyby nie istniał, trzeba by było go wymyślić. Mac DeMarco, 26-letni Kanadyjczyk konsekwentnie spuszcza powietrze z balonu z napisem "indie-pop" i robi to w uroczy sposób. Jego oficjalny fan-klub prowadzi mama, po opłaceniu składki można m.in. liczyć na "klubowy" pierścień lub prywatne życzenia urodzinowe od Maca. Premierowe odsłuchy płyt urządza w czasie BBQ, samemu przerzucając żeberka na grillu. Bez problemu podaje swój adres domowy i zaprasza fanów na kawę. I dlatego jest przez nich uwielbiany. DeMarco ma na koncie dwa longplaye i dwa minialbumy, wszystkie charakteryzujące się ogromnym, naturalnym luzem, przez co muzyka Maca dorobiła się określenia "próżniaczy rock". Sam DeMarco woli określać ten gatunek "jizz jazz". Mniejsza o etykietki, każdy z albumów Maca Demarco to świetna porcja jangle popu (kłaniają się lata 60.), psychodelii i poczucia humoru. W zdwojonej dawce otrzymacie to na koncercie Maca DeMarco podczas Open’era.

Kurt Vile

Blisko dekadę temu Kurt Vile był gitarzystą i współzałożycielem The War On Drugs, obecnie jednego z najważniejszych zespołów tzw. klasycznego, gitarowego amerykańskiego grania. Po nagraniu debiutu i pierwszej trasie koncertowej zdecydował się odejść z zespołu i skupić się na solowych działaniach, czego efektem jest pokaźna dyskografia - 6 solowych płyt i drugie tyle minialbumów. Tym samym Kurt Vile jest jednym z najpłodniejszych współczesnych artystów, przynajmniej na scenie gitarowej. Realizowana przez niego wizja indierockowego pisania piosenek, pielęgnująca dokonania takich wykonawców jak Bruce Springsteen czy Neil Young to coś, czego bardzo potrzebujemy w czasach, kiedy to co "cyfrowe" ma z góry ustaloną, lepszą pozycję.

Przełomowym momentem w karierze Vile'a było podpisanie kontraktu z Matador Records i wydanie trzeciego albumu, zatytułowanego "Childish Prodigy". Od tego momentu kariera Kurta Vile'a nabrała rozpędu, a każde kolejne wydawnictwo przyjmowano z większym zaciekawieniem. W 2013 roku ukazał się album "Wakin on a Pretty Daze", okrzyknięty rewelacją i będący jedną z najważniejszych rockowych płyt 2013 roku. Kurt Vile, który wystąpi w Polsce po raz pierwszy, przyjedzie na Open'era ze swoją najnowszą płytą, "b'lieve i'm going down".

LCD Soundsystem

- Kiedy blisko pięć lat temu oglądaliśmy transmisję pożegnalnego koncertu LCD Soundsystem z Madison Square Garden, byliśmy dalecy od pozytywnego myślenia, że jeszcze kiedyś będziemy mogli napisać "LCD Soundsystem na Open'erze" - ogłaszają organizatorzy. - A jednak! Pojawiające się od połowy ubiegłego roku plotki stają się faktem - jedna z najbardziej wpływowych grup pierwszej dekady XXI wieku powraca. I to nie tylko serią koncertów na najważniejszych światowych festiwalach, ale przede wszystkim z nowym albumem.

The Last Shadow Puppets

The Last Shadow Puppets, czyli projekt Alexa Turnera, Milesa Kane'a i Jamesa Forda wraca dokładnie po ośmiu latach, jakie minęły od premiery ich debiutanckiego albumu "The Age Of The Understatement". Nowa płyta - "Everything You've Come To Expect" - zapowiedziana jest na 1 kwietnia i została nagrana dokładnie w tym samym składzie, co jej poprzedniczka. Co więcej, muzycy zdradzili, że jest to druga część z zaplanowanej albumowej trylogii. Pierwszy singel to "Bad Habits", który z pewnością usłyszymy na pierwszym polskim koncercie The Last Shadow Puppets - 29 czerwca w Gdyni.

At The Drive-In

Druga obok LCD Soundsystem ważna tegoroczna reaktywacja to powrót At The Drive-In. Ten amerykański zespół działający od 1993 do 2001 stał się jedną z ważniejszych grup alternatywnego rocka lat 90. Niespełna dekada działalności i trzy albumy studyjne na koncie wystarczyły, by ATD-I znacząco wpłynęli na rozwój i jakość sceny post-hardcore'owej na całym świecie. Ich najważniejszy, najbardziej dopracowany brzmieniowo materiał to wydany w 2000 roku "Relationship Of Command". Kilka tygodni po premierze płyty zespół zdecydował się rozwiązać. Powodem było psychiczne i fizyczne wyczerpanie. Czyli coś, na co ciężko pracowali przez kilka kolejnych lat. Pierwsza, ale tylko koncertowa, reaktywacja At The Drive-In miała miejsce w 2012 roku. Ogłoszony klika dni temu powrót ma nam tym razem dać nie tylko znakomite koncerty, ale także nowy materiał studyjny.

Bastille

Drugie studyjne wydawnictwo Bastille to jeden z najbardziej wyczekiwanych albumów 2016 roku. Od kilku miesięcy zespół przebywa w studiu, pracując nad następcą "Bad Blood". Data premiery albumu nie jest jeszcze znana, ale fakt, że zespół zaczyna ogłaszać letnie występy, oznacza na pewno jedno - nowe utwory w trakcie koncertów. Na razie najświeższym utworem Bastille jest "Hangin'", który formacja nagrała na potrzeby gry "FIFA 16".

Zestaw "Bad Blood" w samych Stanach i Wielkiej Brytanii kupiło ponad 7,5 miliona fanów. Singel "Pompeii" był najczęściej odsłuchiwanym utworem 2013 roku, ustępując miejsca tylko "Get Lucky" Daft Punk, a w tym samym roku cyfrową wersję płyty "Bad Blood" kupowano na Wyspach najczęściej. Na festiwalu Glastonbury przywiedli pod John Peel Stage największy tłum widzów w historii. Przygotowali też remiks Davida Lyncha. W 2014 roku dostali BRIT Awards dla najlepszego nowego zespołu. Byli częścią Band Aid 30, pojawiając się w kolejnej wersji "Do They Know It's Christmas?".

The 1975

Nowa generacja indierockowych zespołów ma już swoje gwiazdy. Bez wątpienia należy do nich The 1975, kwartet z Manchesteru, który serca publiczności podbił debiutanckim albumem zatytułowanym po prostu "The 1975". Longplay ukazał się latem 2013 roku, ale już wcześniej zespół zwracał na siebie uwagę kolejnymi singlami i EP-kami. "The 1975", wypełniony najlepszymi utworami z ich krótkiej kariery, wspiął się na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów i zyskał sporą przychylność dziennikarzy. W stacjach radiowych trudno było uwolnić się od singlowych "Sex", "Girl" czy "Settle Down" a grupa z trudem znajdowała wolny czas między kolejnymi etapami światowej trasy koncertowej.

Na koniec lutego zapowiadana jest premiera nowego albumu "I Like It When You Sleep, for You Are So Beautiful Yet So Unaware of It". W pierwszych trzech singlach mamy sporo dobrego popu i funku, rodem z klasycznych nagrań Prince'a. Na Open'er Festival zespół, który cieszy się w Polsce wielką popularnością, przyjedzie więc z premierowym materiałem.

Tame Impala

- Cały czas myślę, że ten album jest kompletnie niesłuchalny - mówił w jednym z wywiadów Kevin Parker, centralna postać zespołu Tame Impala, chwilę przed wydaniem swojej najnowszej płyty "Currents". Kolejne miesiące 2015 roku pokazały, że nie miał racji. Trzeci album australijskiego zespołu okazał się ogromnym sukcesem artystycznym i komercyjnym. "Currents" ma szansę na nagrodę Grammy w kategorii najlepszy album alternatywny, co byłoby ukoronowaniem półrocznej drogi przez szczyty list przebojów (to najwyżej notowana premiera Tame Impala w ich dyskografii) oraz doroczne podsumowania (5 miejsce na listach New Musical Express i Pitchfork). I nawet jeśli za jakiś czas te liczby, miejsca, rankingi ulegną wytarciu, dzięki znakomitym singlom – "Let It Happen", "'Cause I'm a Man" czy "The Less I Know The Better", płyta "Currents" przetrwa w pamięci fanów.

Caribou

Podobnie jak album "Our Love" Caribou. Swoim ostatnim albumem Caribou bezbłędnie trafił w gust fanów muzyki elektronicznej. Podobnie było 6 lat temu, kiedy wydawał "Swim" z rewelacyjnym singlami "Odessa" i "Sun". Caribou, jak mało który artysta, potrafi w elektronice odnaleźć mnóstwo duszy, ciepła i jednocześnie opowiadzieć historię, w wypadku "Our Love" bardzo osobistą. Dan Snaith, stojący za Caribou sam, opisuje te płytę jako miks cyfrowej produkcji pop, beatów inspirowanych hip-hopem, stonowanej linii basu i house'u. Wszystko przefiltrowane przez jego unikalną perspektywę. Najjaśniejszym punktem "Our Love" jest singel "Can't Do WIthout You", który wreszcie usłyszymy w Polsce na żywo.

Vince Staples

Ostatnim artystą, który dziś dołącza do line-upu Open'era jest raper Vince Staples. Zgoda, najlepszym hip-hopowym albumem ubiegłego roku jest "To Pimp A Butterfly" Kendricka Lamara. Jeśli jednak spojrzeć na światowy hip-hop bez dominującej roli King Kunty, to staje się jasne, że w 2015 roku najważniejszym hip-hopowcem był Vince Staples, 22 letni raper z Long Beach w Kalifornii. Wydanym pod koniec czerwca albumem "Summertime '06" zaczął deptać Kendrickowi po piętach, zbierając entuzjastyczne recenzje. "Summertime '06" jest zapisem jego okresu życia dokładnie sprzed dekady, kiedy jako nastoletni chłopak oglądał codzienność jednego z najbardziej niebezpiecznych miejsc w Stanach, Long Beach. Muzycznie "Summertime '06" jest majstersztykiem ascetycznej produkcji. To zasługa No ID, który raczej nie szuka ciepłych wokalnych sampli. To dwupłytowe wydawnictwo pojawiło się na szczytach wielu muzycznych podsumowań minionych dwunastu miesięcy. Warto więc zobaczyć Vince'a na żywo właśnie teraz, kiedy jego nazwisko jest jednym z najgorętszych we współczesnym rapie, tym bardziej, że ostatnio w wywiadzie zapowiedział rychłe zakończenie kariery.

Foals

Tylko oni potrafią wytworzyć w czasie występów live tak wysoki poziom energii i skutecznie podzielić się nim z publicznością. Czasem można odnieść wrażenie, że ich kolejne płyty są tylko pretekstem do następnych wyjazdów w trasy, prawdziwego żywiołu Foals. Na szczęście każdy z czterech albumów angielskiej formacji jest tak świetny, że obroniłby się także bez swojego koncertowego oblicza. Najnowszy powód do wielomiesięcznego objeżdżania kontynentów Foals dali sobie pod koniec sierpnia wydając „What Went Down”. Czy to rzeczywiście najgłośniejszy i najmocniejszy album w ich karierze? Mając w pamięci single z „Holy Fire” można by dyskutować, tylko po co, skoro otrzymaliśmy znakomity zestaw utworów.

Foals na przestrzeni dekady działalności przemycili na swoich płytach mathrock, funk, taneczną elektronikę, odrobinę muzyki współczesnej i całą paletę cięższych, gitarowych brzmień. Wszystko zagrane z precyzją, dopracowane w najmniejszych szczegółach. Cztery albumy – „Antidotes”, „Total Life Forever”, „Holy Fire” i tegoroczny „What Went Down” przyniosły im szereg nagród i nominacji, zasłużonych wyróżnień i rosnącą sprzedaż. Najnowsza płyta, produkowana przez Jamesa Forda (m.in. Arctic Monkeys i Klaxons) w kilku podsumowaniach 2015 roku wspięła się na czołowe pozycje, choćby w opiniotwórczym NME.

PJ Harvey

PJ Harvey to niekwestionowana królowa alternatywnego rocka, ikona brytyjskiej muzyki ostatnich 25 lat. Jedyna dwukrotna zwyciężczyni prestiżowej Mercury Music Prize. Wokalistka i multi-instrumentalistka, której każdy album jest osobną historią, a jednocześnie tworzy doskonałą całość z poprzednimi wydawnictwami. Swoje płyty wydaje rzadko, ale wszystkie są tak samo mocno oczekiwane. Współpracowała m.in. z Nickiem Cavem, Thomem Yorkiem, Marianne Faithfull czy Tricky'm. Kilka tygodni temu artystka zaprezentowała w Londynie 10 nowych kompozycji, które znajdą się na jej nowym, dziewiątym albumie. Większość z utworów powstawała między połową stycznia a połową lutego tego roku, kiedy PJ Harvey wraz z zespołem stała się częścią artystycznego projektu Recording in Progress realizowanego w jednej z londyńskich galerii. Przez 4 tygodnie publiczność w Somerset House mogła podglądać proces twórczy i kształtowanie się premierowego materiału artystki. Wszyscy chętni widzowie przed wejściem do pomieszczenia z muzykami oddawali telefony i sprzęt rejestrujący, ale dzięki temu stawali się uczestnikami jednego z najważniejszych momentów w życiu artysty. Data premiery nowego wydawnictwa jest owiana tajemnicą, ale już dziś wiemy na pewno, że PJ Harvey po raz pierwszy wystąpi na Open'erze 29 czerwca.



Chvrches

Chvrches to szkockie trio, które w niewiarygodnie szybkim tempie dotarło do czołówki najważniejszych współczesnych grup synthpopowych. Powstali jesienią 2011 w Glasgow, choć faktycznym początkiem zespołu była długoletnia znajomość Iana Cooka i Martina Doherty'ego. Po dołączeniu do ich projektu wokalistki i multi-instrumentalistki Lauren Meyberry zespół na kilka miesięcy zamknął się w studio w piwnicy pracując nad materiałem demo. Efektem tego wytężonego okresu był pierwszy oficjalny singiel zespołu, "The Mother We Share". Utwór zwrócił uwagę dziennikarzy i potencjalnych wydawców, zainteresowanych pełnowymiarowym debiutem Chvrches. Kolejny rok działalności zespół rozpoczął piątym miejscem na liście BBC Sound Of 2013 i serią ważnych koncertów, w tym wyprzedaną trasą po Wielkiej Brytanii. Kolejnym krokiem była publikacja "Recover EP", która udowodniła, że Chvrches są nieszablonowym zespołem, z ogromnym potencjałem. Ten został wykorzystany na debiutanckim albumie "The Bones of What You Believe" z września 2013. Płyta zebrała doskonałe recenzje, mówiono o odświeżeniu formuły synthpopu, chwalono delikatny głos Lauren i zwrócono uwagę na pomysłowe aranże. Po wydaniu "The Bones of What You Believe" Chvrches ruszyli w gigantyczną światową trasę koncertową, m.in. u boku Depeche Mode. Znaleźli jednak dość czasu by nagrać drugi album i zrobili to w zaledwie cztery miesiące. "Every Open Eye" wydali w drugą rocznicę ukazania się debiutu i "dwójka" jest niejako kontynuacją jego brzmienia. To nadal przebojowe, syntetyczne ale jednocześnie bardzo czułe granie.

Beirut

Na nowy album Beirut musieliśmy czekać aż 4 lata. We wrześniu ukazała się płyta "No No No", będąca jak wszystkie poprzednie, wynikiem prywatnych doświadczeń muzyka, najpierw rozwodu i załamania psychicznego, a potem startu zupełnie nowej relacji. Dziś wydaje się, że Zach Condon jest silny i pewny siebie jak nigdy, co rzeczywiście słychać w muzyce na "No No No". Radosnej, przebojowej, ale nie tracącej ducha przeszłości. Znowu czujemy się tak, jak wtedy, kiedy słyszeliśmy Beirut po raz pierwszy. Pierwszy raz Beirut miał wystąpić na Open'erze już w 
2008 roku, jednak wtedy jego koncert nie doszedł do skutku. Tym razem nic nie powinno stanąć na przeszkodzie.

Red Hot Chili Peppers

Informację na antenie radiowej Trójki przekazał organizator, Mikołaj Ziółkowski. Red Hot Chili Peppers mają na koncie 10 studyjnych albumów, z których ostatni to "I'm with You" z sierpnia 2011 roku. Obecny skład bandu tworzą Anthony Kiedis (wokal), Flea (bas), Chad Smith (perkusja) i Josh Klinghoffer (gitara). Kapela obecnie pracuje nad kolejną płytą.

Sigur Rós

- Za każdym razem, kiedy ruszasz w trasę, chcesz, żeby była ona inna… i za każdym razem jest, zazwyczaj dlatego, że masz nowy album, który chcesz zagrać ludziom - tak grupa Sigur Rós zapowiada przyszłoroczne występy, w tym koncert na Open'erze. - To daje dużo radości, bo musisz się nieźle natrudzić, żeby na scenie odtworzyć brzmienie, które uzyskałeś w studiu. Ale był też czas, kiedy wszystko robiliśmy odwrotnie, pracowaliśmy w drodze i potem mieliśmy problem, by uchwycić "to coś" w studiu. Tym razem, poza graniem piosenek które znacie, chcieliśmy jednocześnie pamiętać o wrażeniu "grania na wyczucie" z początków "ágætis byrjun", kiedy to przez dwa lata, każdego kolejnego wieczora, przed tłumem ludzi, tworzyliśmy i rekonstruowaliśmy piosenki, które miały przetrwać stając się albumem "( )". Mając w pamięci te doświadczenia, z przyjemnością oświadczamy, że latem przyszłego roku ruszamy w trasę w duchu właśnie takiej przygody. Wszystko, co możemy teraz powiedzieć, to tylko to, że będzie inaczej, będą nieprezentowane wcześniej utwory, będzie nowy show i być może jeszcze jakieś "nowości". Ponadto możemy was prosić o zaufanie w tej kwestii.

Wiz Khalifa

Kończący się rok był dla Wiza Khalify doskonały. Teledysk do singla "See You Again", nagrany przy okazji premiery filmu "Szybcy i Wściekli 7" obejrzano ponad miliard razy, a sam singiel przez dwanaście tygodni nie opuszczał pierwszego miejsca amerykańskiej listy przebojów. To zresztą nie pierwszy przypadek, kiedy Wiz tak dominuje, nie tylko w amerykańskim hip hopie. Wspomnijmy tylko singlowe przeboje: "Say Yeah", współpracę ze Snoop Doggiem przy "Young, Wild & Free", czy hołd dla jego rodzinnego miasta - "Black And Yellow". Pittsburgh także uhonorował swojego najsłynniejszego rapującego obywatela, ustanawiając 12 grudnia 2012 dniem Wiza Khalify. Jakby sukcesów było mało, w tym roku Khalifa wystąpił w trzech filmach.

W siłę rośnie także Taylor Gang, wytwórnia założona przez rapera, której gwiazdami stają się powoli Juicy J czy Ty Dolla $ign. Obaj pojawili się na ubiegłorocznej płycie Khalify, "Blacc Hollywood". W USA album był promowany serią wspólnych występów z formacją Fall Out Boy. Z kolei do Europy Wiz przyjechał w towarzystwie ulubieńca Open'erowej publiczności, czyli A$AP Rocky'ego. 11 dat na Starym Kontynencie wyprzedało się na pniu.

Ale Wiz ma dla nas więcej. Niedawno opublikował numer "King Of Everything", który może być zapowiedzią szóstego albumu studyjnego, zatytułowanego "Rolling Papers 2: The Weed Album", planowanego na 2016 rok i ogłasza letnie, festiwalowe koncerty - w tym także ten na na Open'erze.

Bilety (sprzedaż do 15.12.2015 lub do wyczerpania puli biletów):

karnet 4-dniowy - 459 zł
karnet 4-dniowy + pole namiotowe - 539 zł
karnet weekendowy - 349 zł
karnet weekendowy + pole namiotowe - 409 zł
bilety jednodniowe - 239 zł.

Dużo w porywach do bardzo dużo o Open‘er Festival czytaj na stronie NajlepszePiosenki.pl.



Open'er Festival, Open'er Festival 2016, Jarocin w Polsce, Jarocin w Polsce 2016, Jarocin w Polsce bilety, Jarocin w Polsce 2016 bilety, Open'er Festival kup bilet, Open'er Festival 2016 kup bilet

Materiały organizatora/Serwis Barock nie ponosi odpowiedzialności za treści nadesłane.