menu
Tauron Festiwal Nowa Muzyka 2012 Koncert 2012

Tauron Festiwal Nowa Muzyka 2012

 

OPIS



UWAGA ZMIANA MIEJSCA!!!!!

Planując tegoroczną edycję festiwalu Tauron Nowa Muzyka, po długotrwałych konsultacjach z dyrekcją Muzeum Śląskiego w Katowicach, na terenie którego od roku 2008 festiwal Tauron Nowa Muzyka był ulokowany, oraz władzami miasta Katowice, podjęliśmy decyzję o jednorazowym przeniesieniu festiwalu na teren Doliny Trzech Stawów w Katowicach ze względu na bezpieczeństwo naszych widzów i zaproszonych artystów - czytamy w komunikacie. - Decyzja ta podyktowana była niezwykle poważnymi i zakrojonymi na szeroką skalę pracami budowlanymi, jakie prowadzone są obecnie na terenach należących wcześniej do Kopalni Węgla Kamiennego Katowice (znanej również jako Ferdynand). Na terenie tym już za rok powstanie siedziba Nowego Muzeum Śląskiego. Jednocześnie chcielibyśmy zapewnić wszystkich naszych gości, że tegoroczna edycja Tauron Nowa Muzyka będzie jedyną odbywającą się w  nowej lokalizacji.



120 Days

Organizatorzy przygotowali również coś dla fanów przesterowanych gitar i motorycznych, krautorockowych rytmów. Norweski kwartet 120 Days nagrał w ciągu ostatnich 9 lat zaledwie jeden duży album i dwie EP-ki, to jednak w zupełności wystarczyło, by zapewnić im dwie najważniejsze norweskie nagrody muzyczne oraz uwielbienie wśród skandynawskich sympatyków rockowych brzmień przenikających się z muzyką taneczną. Po sukcesie debiutanckiego longplaya oraz kilkumiesięcznej trasie po Stanach Zjednoczonych i Japonii, grupa praktycznie całkowicie zamilkła na kolejnych pięć lat. Wracają właśnie teraz, w 2012 roku, przywożąc ze sobą długo oczekiwaną kontynuację pierwszej płyty, która trafiła do sklepów w marcu, a ich sierpniowy występ będzie pierwszą okazją, by posłuchać tego materiału na żywo w Polsce.

Beach House

Victoria Legrand ma niesamowity głos i... przepiękne włosy, być może to zestawienie dziwi, ale wszystko stanie się jasne po koncercie Beach House w Katowicach. Baltimorski duet pojawi się na festiwalu z materiałem z najnowszej, zapowiadanej na maj płyty, zatytułowanej "Bloom". Wspomagana przez Alexa Scally'ego wokalistka, porównywana przez wielu krytyków do legendarnej Nico z Velvet Underground, od kilku lat uwodzi publiczność na całym świecie charakterystycznym, nieco ochrypłym głosem i upodobaniem do łączenia folkowych brzmień z minimalistyczną elektroniką. Najnowszy album duetu, to jak sami twierdzą, płyta, która powstawała w czasie intensywnego, dwuletniego tournée po całym świecie, zawierająca spisywane na gorąco doświadczenia z najbardziej egzotycznych zakątków. Eteryczny dream pop, pełen zjawiskowych melodii doprawionych odrobiną psychodelicznych brzmień - to naprawdę trzeba przeżyć.

The Black Dog

Organizatorzy przygotowali też coś dla wszystkich, którzy chcieliby sobie przypomnieć, jak brzmi IDM w wykonaniu klasyków. Kiedy w 1993 roku pojawiły się pierwsze próby definiowania tego gatunku, liczyły się tak naprawdę tylko trzy nazwy: Autechre, Aphex Twin i właśnie oni - brytyjskie trio The Black Dog. Debiutancki album "Temple of the Transparent Balls" do dziś zaliczany jest do przełomowych nagrań lat 90., takich, które doprowadziły do przedefiniowania całych obszarów muzyki techno, a nagrane w dwa lata później "Spanners" to prawdziwa ozdoba katalogu zasłużonej wytwórni Warp. W ciągu kolejnych lat muzyka The Black Dog, podobnie jak i skład, ulegała różnym przeobrażeniom, osiągając ostatecznie swoją dzisiejszą formę, która równie dużo zawdzięcza fascynacji artystów klasycznym techno, muzyką użytkową, soundtrackami filmowymi, jak i uwielbieniu dla dokonań Briana Eno. W zeszłym roku trio opublikowało najnowszy album Liber Dogma, zawierający potężną dawkę klasycznego IDM.

Brandt Brauer Frick Ensemble

Jednym z najważniejszych punktów tegorocznej edycji festiwalu będzie pierwsza w Polsce wizyta niemieckiego zespołu Brandt Brauer Frick Ensemble, który pochodzącym z 2010 roku albumem "You Make Me Real", udowodnił, że łączenie muzyki klasycznej z techno, wcale nie musi się sprowadzać do dokładania transowych beatów pod partie symfonicznych smyczków. W utworach tworzonych przez klasycznie wykształconego kompozytora Paula Fricka i dwóch klubowych wyjadaczy - Jana Brauera i Daniela Brandta odbijają się zarówno zdobycze muzycznej awangardy z ostatnich kilku dekad, ze szczególnym uwzględnieniem dorobku mistrzów minimalu - Johna Cage'a czy Steve'a Reicha, jak i głęboka fascynacja tradycyjnym techno spod znaku Detroit.

Caribou i Four Tet

Ich występ to logiczna kontynuacja współpracy, jaką obaj artyści zapoczątkowali w marcu 2011 roku i która zaowocowała singlem "Pinnacles/Ye Ye" oraz wspólnymi setami na najważniejszych imprezach muzycznych świata. Matematyczne, przemyślane w najdrobniejszym szczególe taneczne kompozycje Dana Snaitha, który pod pseudonimami Caribou i Manitoba w ciągu ostatnich lat dokonał prawdziwej rewolucji na kanadyjskiej scenie muzycznej, spotykają się z jazzującym, tanecznym basem ukrywającego się pod pseudownimem Four Tet Kierana Hebdena, kontynuującego w tym projekcie pomysły zaprezentowane na ostatniej płycie "There Is Love in You" (2010). Nowojorski brud Four Tet w połączeniu z połamanymi, skomplikowanymi rytmami, charakterystycznymi dla Caribou, tworzą prawdziwie oszałamiającą mieszankę.

Chilly Gonzales

Chilly Gonzales zaczął przygodę z muzyką w wieku lat trzech, kiedy pod okiem starszego brata opanował grę na fortepianie. Zamiast zostać twórcą muzyki poważnej lub jazzu, zdecydował się na pisanie musicali i grę w rockowej kapeli Son, co zapewniło mu spory sukces w rodzinnej Kanadzie. Pod koniec lat 90. Gonzales trafił jednak do Berlina, gdzie podjął niezrozumiałą dla wielu decyzję o zostaniu raperem. Przyjmując sceniczny image superłotra o imieniu Chilly Gonzales nagrał w 2000 roku album "Gonzales Über Alles", udowadniając wszystkim niedowiarkom, że jest równie wybitnym tekściarzem co muzykiem. Minęło kolejnych parę lat, w trakcie których pisał
następne przebojowe single i albumy, jednak w 2004 roku po raz kolejny zaskoczył fanów i krytyków, nagrywając płytę "Solo Piano". Szesnaście miniatur na fortepian okazało się niespodziewanym sukcesem, a dziennikarze na całym świecie prześcigali się w komplementach, uznając kanadyjskiego wirtuoza na najlepszego spadkobiercę legendarnego Erica Satie. Nie byłby jednak sobą, gdyby na tym poprzestał. Jego następny longplay "Soft Power" to wycieczka w stronę klasycznego soulu i disco, płyta najeżona tanecznymi przebojami i setkami pomysłów, które znalazły kontynuację w opublikowanym dwa lata później "Ivory Tower" (oraz w filmie pod tym
samym tytułem, ponieważ poza tworzeniem muzyki, Gonzales znajduje również czas na aktorstwo, malarstwo, własny internetowy serial komediowy Superproducer i współpracę z gwiazdami pokroju Peaches, Feist czy Jamie Lidell).

Ubiegły rok przyniósł kolejny świetny zestaw i powrót do postaci rapującego superłotra Chilly'ego - "The Unspeakable Chilly Gonzales". Jak twierdzi sam autor, to pierwszy na świecie album rap-orkiestrowy, a przy jego tworzeniu kluczową okazała się współpraca ze wspomnianym bratem, Chrisem Beckiem, który w międzyczasie został cieszącym się olbrzymim powodzeniem kompozytorem muzyki filmowej.

23 sierpnia, po raz pierwszy w Polsce, będzie można posłuchać kanadyjskiego geniusza, który w katowickim Szybie Wilson zaprezentuje między innymi materiał z zapowiadanej na ten rok kontynuacji bestsellerowego albumu z 2004 roku - "Solo Piano 2". Muzykowi towarzyszyć będzie Orkiestra Kameralna Miasta Tychy AUKSO pod batutą Marka Mosia, która przed dwoma laty zagrała u boku Prefuse 73.

Clark

Artysta, który zasłynął przede wszystkim tym, że tworzy muzykę wymykającą się wszelkiemu opisowi i próbom gatunkowego zaszufladkowania. Jego dotychczasowe nagrania próbowano już kategoryzować jako trip-hop, avant-rave, post-rock, IDM czy organiczny noise, prawda jest jednak taka, że każdy utwór Clarka to samodzielna konstrukcja, wymagająca od słuchaczy przedefiniowania całej dotychczasowej wiedzy o muzyce elektronicznej.

Eskmo

Najświeższe utwory przywiezie również mistrz nastrojowej elektroniki i jeden z najciekawszych artystów w katalogu wytwórni Ninja Tune - Eskmo. Choć Brendan Angelides nigdy nie marzył o karierze muzyka i jak sam twierdzi, początkowo tworzył muzykę w celach autoterapeutycznych, to właśnie jego płyta zatytułowana po prostu "Eskmo" stała się jednym z najciekawszych wydarzeń muzycznych 2010 roku. Sięgając po glitch-hop, dubstep oraz ambientową elektronikę, stworzył album, który zwrócił uwagę samego Amona Tobina i zaowocował współpracą z legendarnym brazylijskim twórcą oraz stworzeniem wspólnego projektu Eskamon. Jego sławę ugruntowały kolejne wydawnictwa, opublikowane pod szyldem Welder, zawierające nieco bardziej taneczne i przystępne kompozycje, a początek tego roku przyniósł wytężone prace nad nowym albumem. Zafascynowany z jednej strony dokonaniami rockowej awangardy spod znaku Primusa, z drugiej egzotycznymi nagraniami Petera Gabriela, artysta po raz kolejny próbuje uniknąć gatunkowego zaszufladkowania, przywożąc ze sobą muzykę, w której znajdą coś dla siebie zarówno fani J Dilla, jak i Briana Eno.

The Field

Reprezentant wytwórni Kompakt - mistrz zaskakującego techno granego na żywych instrumentach - The Field. W jego muzyce można odnaleźć nawiązania do klasyków krautrocka czy cytaty z Cocteau Twins, które w połączeniu z soulowymi harmoniami i transowym rytmem wprost z kolońskich klubów, tworzą widowiskową mieszankę zdolną zachwycić zarówno miłośników punkowego brudu jak i cybernetycznej precyzji. Podczas koncertu w Katowicach towarzyszyć mu będzie między innymi perkusista John Stanier z cieszącego się olbrzymim uznaniem zespołu Battles.

Fuck Buttons

Fuck Buttons, czyli Andrew Hung i Benjamin John Power, wracają do Polski i podobnie jak w przypadku poprzednich wizyt, nie mają zamiaru się oszczędzać. Koncertowa odsłona bristolskiego duetu to pokaz hipnotyzowania publiczności przy pomocy repetycji, przesterów i psychodelicznych wizualizacji. Fuck Buttons nie znają litości, nie uznają żadnych kompromisów, od pierwszych sekund zamykają odbiorców w nieprzepuszczalnej, noise'owej bańce dźwięków, która pozwala zapomnieć o całej reszcie świata.

Full Crate & Mar

Muzykę kolejnych gości naszego festiwalu, jeden z recenzentów opisywał jako połączenie Flying Lotusa z D'Angelo, którzy romansując z dubstepowymi basami, postanowili odświeżyć ścieżkę dźwiękową z "Odysei Kosmicznej 2011". Innymi słowy holenderski duet Full Crate & Mar przywiezie doskonały hip-hop. Istnieją od niedawna, ich pierwsze nagrania pojawiły się w 2009 roku, jednak zdążyli już zagrać u boku takich sław jak Erykah Badu czy Electric Wire Hustle, a ich występy w Londynie i Nowym Jorku przyciągnęły spore tłumy. Szybko rosnącą popularność zawdzięczają przede wszystkim rewelacyjnemu połączeniu ciepłego, soulowego wokalu Mara z producencką biegłością Full Crate'a. Jeśli szukacie rozbujanych bitów, funkujących klawiszy, potężnego basu i łagodnych wokali snujących opowieści o miłości, to sierpniowy wieczór z Full Crate & Mar zdecydowanie powinien przypaść Wam do gustu.

Gang Gang Dance

Uznawani za przedstawicieli „anty-muzyki”, epatujący potężnymi ścianami hałasu, gitarowymi przesterami i elektronicznym chaosem, wdarli się w 2004 roku na amerykański rynek muzyczny debiutanckim albumem Revival of the Shittest, pokazując olbrzymi talent wokalistki Liz Bougatsos i udowadniając, że nie uznają żadnych muzycznych kompromisów.

The Gaslamp Killer

The Gaslamp Killer, którego raczej nie trzeba przedstawiać żadnemu miłośnikowi połamanych rytmów i awangardowego hip-hopu, przyjedzie z solowym setem. William Benjamin Bensussen, bo tak się naprawdę nazywa, to jedna z najciekawszych gwiazd nowych brzmień rodem z Kalifornii, rezydent słynnego klubu Low End Theory w Los Angeles i podopieczny samego Flying Lotusa. Zasłynął przede wszystkim jako DJ, który w swoich szalenie eklektycznych setach łączy hip-hop, soul, funk, jazz, dubstep, psychodelię i muzykę orientalną. Znakiem rozpoznawczym Benussena jest miksowanie tak odległych gatunkowo wykonawców jak Mr Oizo, DJ Cam, Louis Armstrong i Velvet Underground w doskonale brzmiącą całość, gdzie podbijanie kawałków Black Sabbath dubstepową rytmiką wydaje się zupełnie naturalne.

Ghostpoet

Ghostpoet to jeden z najciekawszych brytyjskich raperów i producentów młodego pokolenia. Ma 29 lat i nie rymuje o dragach, samochodach i złotych łańcuchach. Sięga raczej po niewesołe życiowe historie. Już pierwsza EP-ka, opublikowana w 2010 roku pod tytułem "The Soundsof Strangers", wzbudziła niemały zachwyt w środowisku fanów eksperymentalnego hip-hopu, a wydany rok później album "Peanut Butter Blues & Melancholy Jam" przyniósł mu nominację do prestiżowej Mercury Prize. Choć cały jego dotychczasowy dorobek to zaledwie kilkanaście utworów i nieliczne remiksy (między innymi Metronomy), niemal natychmiast został ogłoszony nową nadzieją brytyjskiego hip-hopu, następcą Roots Manuvy i Tricky'ego. Rok 2012 to zapowiedź kolejnego albumu w karierze Ghostpoeta i całkowicie nowy materiał, który będziecie można usłyszeć już w sierpniu na festiwalu.

Gnucci Banana

Gnucci Banana to jedna z tych artystek, które zaprzeczają tezie, że białe dziewczyny nie powinny rapować. Jej dorobek nie powala być może na kolana. To zaledwie kilka kawałków i dwa solidne mikstejpy nagrane wraz z mężem, Spoekiem Mathambo - południowoafrykańskim raperem, który okazał się jedną z największych zeszłorocznej edycji festiwalu.

Hot Chip

- Niewiele zespołów potrafi zgromadzić w jednej chwili pod sceną fanów Depeche Mode, Pet Shop Boys, Franza Ferdinanda i ludzi tęskniących za dobrym ravem, wiemy jednak, że londyński kwintet Hot Chip opanował tę sztukę do perfekcji - przekonują organizatorzy.

Łącząc upodobanie do tanecznych rytmów z talentem do pisania przejmujących, melancholijnych ballad, muzycy Hot Chip w czasie trwającej od 2000 roku kariery, wielokrotnie udowadniali, że nie bez powodu uznaje się ich za jeden z najciekawszych zespołów w Wielkiej Brytanii, co potwierdzały kolejne nominacje do prestiżowych nagród Grammy oraz Mercury, a także obecność ich singli na listach najważniejszych utworów dekady.

Formacja przyjedzie do Katowic z premierowym materiałem z zapowiadanego na ten rok krążka "In Our Heads".

Jimmy Edgar

Jimmy Edgar, twórca przeboju "I Wanna Be Your STD", bardzo szybko odkrył, że jego prawdziwe powołanie tkwi w rozerotyzowanym elektro-funku, który jeden z recenzentów określił "muzyką z porno klubów XXI wieku". Wychowany na muzyce Kraftwerka młody multiinstrumentalista szybko znalazł sobie miejsce w zasłużonej wytwórni Warp, a jego muzyka z roku na rok zyskiwała na dojrzałości, sterując coraz mocniej w stronę przetykanego elektroniką pop-funka, gorąco przyjętego zarówno przez wielbicieli klasycznych dokonań Prince'a, jak i fanów wczesnych płyt Jimmiego Tenora.

John Talabot

Podobnym talentem do zachwycania tłumów wykazuje John Talabot - hiszpański debiutant, okrzyknięty przez prestiżowy serwis Pitchfork "jedną z największych nadziei muzyki elektronicznej". Początkowo próbował sił w klasycznym techno, szybko się jednak okazało, że trudno to pogodzić z upodobaniem do zapadających w ucho, łagodnych melodii i jazzujących rytmów afro beatu. Jego pierwsze produkcje charakteryzujące się zróżnicowanym tempem, surowym brzmieniem i odwołaniami do klasycznego hiszpańskiego flamenco, szybko przyniosły mu olbrzymie uznanie wśród fanów i krytyków współczesnej muzyki tanecznej, a opublikowany w tym roku album "fIN" pokazuje, że oto narodziła się nowa gwiazda, zdolna dorównać takim mistrzom jak Four Tet czy Caribou.

King Krule

Każdego roku jednym z najważniejszych celów naszego festiwalu jest prezentacja jak najszerszej grupy muzycznych debiutantów, twórców nie mogących się pochwalić zbyt wielkim dorobkiem nagraniowym, mającym za to ogromny potencjał, dzięki któremu być może osiągną sukcesy artystyczne na miarę Autechre, DJ-a Krusha czy Squarepushera. Wyszukujemy najciekawszych autorów debiutanckich EP-ek, muzyków mogących pochwalić się jednym albumem i zestawiamy ich z największymi mistrzami sceny elektronicznej, pokazując w jakich kierunkach mogą się w przyszłości rozwijać niszowe odmiany muzyki współczesnej. Dlatego też – podobnie jak w zeszłym roku – finał tegorocznej edycji Tauron Nowa Muzyka należał będzie do debiutującego artysty – osiemnastoletniego londyńczyka, znanego jako King Krule.

Ponownie zapraszamy Was na koncert odbywający się w wyjątkowych przestrzeniach najstarszej świątyni ewangelickiej w Katowicach, które tak doskonale sprawdziły się w trakcie zeszłorocznego występu innego debiutanta – Jamiego Woona. Właśnie tam usłyszycie po raz pierwszy w Polsce jeden z najbardziej niesamowitych utworów, jakie pojawiły się w zeszłym roku – Out Getting Ribs. Utwór, który w ciągu paru miesięcy doczekał się ponad miliona odsłon na popularnych serwisach video zwrócił uwagę krytyków i publiczności na młodego Londyńczyka, znanego dotychczas nielicznym odbiorcom ze swoich inspirowanych hip-hopem instrumentalnych kawałków, publikowanych pod pseudonimem Zoo Kid.

Wraz ze zmianą pseudonimu przyszła również zmiana w muzyce – połamane rytmy zastąpił dubstepowy pogłos, a miejsce jazzowych sampli zajęły gitary i zabawy z elektroniką. Po olbrzymim sukcesie pierwszego kawałka, przyszedł czas na debiutancką EP-kę, która w listopadzie ubiegłego roku potwierdziła, że jesteśmy świadkami narodzin niezwykłego talentu. Jego kompletnie nieprzystający do chłopięcego wizerunku głęboki głos, porównywany przez niektórych recenzentów do głosu Leonarda Cohena, oprawiony w niepokojące brzmienia, kojarzące się zimnofalowymi utworami z lat 80., został uznany za zjawisko, w którym najpełniej zamknęły się problemy młodej generacji Brytyjczyków, protestującej na ulicach wielkich miast. Jego występ podczas finału tegorocznej edycji Tauron Nowa Muzyka to niepowtarzalna okazja, by zobaczyć twórcę, który już u progu kariery potrafi zwrócić na siebie uwagę bezkompromisową szczerością tekstów i pozbawioną ograniczeń pomysłowością muzyczną, pozwalającą mu na bezproblemowe poruszanie się po mroczniejszych, przesiąkniętych liryczną wrażliwością obszarach współczesnej elektroniki.

Kwes

Brytyjski multiinstrumentalista, znany między innymi ze współpracy z Leftfield oraz Ebony Bones, okrzyknięty przez Matthew Herberta jednym z najciekawszych innowatorów we współczesnej muzyce elektronicznej. Sswoboda z jaką przemieszcza się pomiędzy hip-hopowymi brejkami a eksperymentalnymi dźwiękami spod znaku IDM, zapewnił mu olbrzymie uznanie pośród muzyków, które zaowocowało wspólnymi nagraniami między innymi z Mikahu czy Damonem Albarnem.

Lapalux

Lapalux to jedno z największych odkryć należącej do Flying Lotusa wytwórni Brainfeeder, a zarazem twórca prezentujący materiał, nad którego gatunkowym przyporządkowaniem do dziś głowią się krytycy i fani na całym świecie. Czy wciąż jest to instrumentalny hip-hop a może jednak IDM? Czy mamy do czynienia z artystą, który przesuwa granice field recordingu, tworząc rytmiczną, niepokojąca muzykę ze znalezionych dźwięków, czy z wytrawnym DJ-em, miksującym pozornie nieprzystające do siebie zjawiska i gatunki by stworzyć kompozycje, które idealnie wyrażają nastroje panujące w drugiej dekadzie XXI-wieku?

Lucy

Zupełnie inną muzykę przywiezie kolejny mieszkaniec Berlina - Luca Mortellaro, znany lepiej jako Lucy. Włoch konsekwentnie tworzy minimalistyczne sety techno, bliskie industrialnym brzmieniom, praktycznie całkowicie pozbawione melodii, w których wyraźnie odbija się jego fascynacja zarówno dokonaniami awangardowych sound designerów z lat 50. i 60., jak i nowszymi zdobyczami spod znaku Detroit techno, minimalu i IDM.

Michael Mayer

Michael Mayer to założyciel legendarnej wytwórni Kompakt. To propozycja dla wszystkich, którzy cenią sobie bardziej popowe, melodyjne odmiany minimalistycznego techno, w którym ambientowy beat łączy się z eterycznymi wokalami i tanecznym pulsem.

Morphosis

Zupełnie odmiennych eksperymentów z pogranicza różnych gatunków, można spodziewać po libańskim twórcy awangardowego techno, występującym pod pseudonimem Morphosis. Rabih Beaini to prawdziwa legenda elektronicznego podziemia, założyciel jednego z najważniejszych włoskich klubów muzycznych (Elefante Rosso Music Club) prezentującego międzynarodową śmietankę sceny techno, a także niestrudzony eksperymentator, próbujący zatrzeć granice pomiędzy free-jazzową improwizacją, krautorockowym transem i ambientowym rozmarzeniem. Tworzona przez niego muzyka pełna jest zniekształconych pogłosów, potężnych basów, powstaje wokół dźwięków o zaskakujących częstotliwościach i sampli z zapomnianych psychodelicznych albumów, nigdy nie traci jednak swojego klubowego potencjału, potrafiąc porwać publiczność pod każdą szerokością geograficzną.

Mouse on Mars

Mouse on Mars, twórcy odpowiedzialni za płyty "Iaora Tahiti" czy "Niun Niggung", powrócili do studia po trwającej ponad pół dekady przerwie, by wyjść stamtąd z albumem, który doskonale podsumowuje ich prawie dwudziestoletnią obecność na scenie. "Parastrophics", bo tak właśnie zatytułowali najnowsze dzieło, to prawie godzina wyrazistych bitów, zapętlonych skrawków melodii i cytatów z klasyki popu, tworzących hipnotyczną całość, która przywodzi na myśl zarówno ambientowo-house'owe dokonania z początków kariery duetu, jak i bardziej taneczne oblicze, które prezentowali publiczności podczas niezliczonych występów w ostatnich latach. Promując nowy materiał, Jan St. Werner i Andi Toma, wystąpią na głównej scenie Tauron Nowa Muzyka Festiwal.

Nguzunguzu

O naszym kolejnym wykonawcy pisze się, że byli by doskonałym składem otwierającym występy Gang Gang Dance, więc goszcząc w tym roku gwiazdę amerykańskiej neo-psychodelii, postanowiliśmy również zaprosić szalony duet Nguzunguzu.

Żeby opisać inspiracje stojące za prezentowaną przez nich muzyką, należałoby przepisać całą Encyklopedię Niszowych, Egzotycznych i Nieistniejących Gatunków Muzycznych, na szczęście sami podsumowują własne dokonania spójnym określeniem „futuristic global club music”, w którym główny nacisk położony jest na przymiotnik global. Od kuduro po juke, od grime po zouk, każdy gatunek muzyki tanecznej jaki wypłynął na powierzchnię w ostatnich dekadach, zmienia się w rękach mistrzowskiej pary z Los Angeles w punkt wyjścia do improwizacji zdolnych rozpalić publiczność pod każdą szerokością geograficzną i poskutkować zaproszeniami do współpracy od takich gwiazd jak M.I.A, która powierzyła im opiekę producencką nad swoim ostatnim mixtapem.

DJ Rashad i DJ Spinn

DJ-e Rashad i Spinn sprawili, że niszowa muzyka dystrybuowana na produkowanych chałupniczymi metodami CDR-ach przedarła się do świadomości odbiorców i krytyków, a stamtąd na łamy prestiżowych portali muzycznych, takich jak "Fact". Wychodząc od chicagowskich house'owych tradycji, łącząc je z upodobaniem do hip-hopu i breakdance'owych popisów (obaj DJ-e zaczynali jako tancerze), w ciągu paru lat wytworzyli swój charakterystyczny styl, który okazał się olbrzymią inspiracją dla wielu innych muzyków i początkiem całkiem
nowego gatunku.

Rustie

Jego Glass Swords okazali się jednym z najbardziej kontrowersyjnych wydarzeń muzycznych ubiegłego roku, a twórczość młodego producenta szybko znalazła sobie miejsce na radiowych plejlistach. Przeciwnicy oskarżają go o nadmierną prostotę i stosowanie melodramatycznych chwytów, fani zaś bronią artysty twierdząc, że wnosi na skostniałą już nieco scenę nowych brzmień dziecięcą wręcz wrażliwość i niesamowitą umiejętność panowania nad reakcjami publiczności.

Saschienne

Udział potwierdził również duet Saschienne, który tworzy berliński producent i DJ Sascha Funke oraz jego utalentowana małżonka, Julienne Dessagne. Artyści zaprezentują materiał z debiutanckiego albumu "Unknow", który w marcu tego roku opublikuje wytwórnia Kompakt. Zarówno Funke jak i Dessagne nie ukrywają uwielbienia dla twórczości Philippa Glassa oraz innych wielkich mistrzów minimalu, którzy stanowili największą inspirację podczas nagrywania tej płyty.

Scuba

Twórca, którego nie trzeba przedstawiać żadnemu miłośnikowi eksperymentalnej elektroniki, autor jednego z najlepszych ubiegłorocznych albumów – Triangulation na którym pokazał, że nawet w erze Skrillexa, dubstep wciąż może brzmieć świeżo i zaskakująco.

Sepalcure

Równie nieortodoksyjne podejście do muzyki zaprezentuje Wam nasza następna gwiazda, wyczekiwany przez wielu nowojorski duet Sepalcure, złożony z Praveena Sharmy oraz Travisa Smitha, znanego lepiej jako Machine Drum. Przygotujcie się na prawdziwe taneczne szaleństwo zbudowane na wariacjach wokół klasycznego house’u, dubstepu i glitchowych wynalazków, podane tak by usatysfakcjonować nawet najbardziej wybrednych odbiorców.

Speech Debelle

Corynne Elliot, nagrywająca pod pseudonimem Speech Debelle, stanowi typowy przykład londyńskiej przedstawicielki sceny hiphopowej - trudy życia i nabytą dzięki nim depresję, przekłada na kolejne albumy, których od 2009 roku zdążyła nagrać trzy. Precyzując - dwa "Speech Therapy" i "Freedom of Speech", jednak ten ostatni ukazał się w dwóch wersjach, także instrumentalnej. Debiutem wywalczyła prestiżową Mercury Prize. Drugie dzieło ujrzało światło dzienne kilka tygodni temu. Jak przekonuje sama artystka, tym razem próbowała stworzyć współczesny odpowiednik największych przebojów starego Motown, miks Raya Charlesa z mroczną atmosferą nagrań Pink Floyd i połamanymi rytmami, znanymi z płyt z J Dilli.

TNGHT
TNGHT to tegoroczny projekt, mogący pochwalić się jak na razie jedną EP-ką dla legendarnej wytwórni WARP i serią występów, które wzbudziły momentalny zachwyt publiki. Nic dziwnego, skoro pod tą nazwą ukrywa się dwóch niewątpliwych mistrzów współczesnej elektroniki - Hudson Mohawke i Lunice - uznawanych za jednych z najważniejszych reformatorów współczesnego hip-hopu. Minimalistyczne beaty, IDM-owe pomysły, muzyka zbudowana wokół brzmień basu zdolnych połamać kości i potłuc szkło.

XXYYXX

Mamy również doskonałą informację dla tych, którzy wybierają się na festiwalowe koncerty w piątek i sobotę w Dolinie Trzech Stawów, ponieważ do naszego tegorocznego line-upu dołącza kolejna dwójka wykonawców. Pierwszy z nich to kolejny przedstawiciel najmłodszej fali producentów muzyki elektronicznej, zaledwie szesnastoletni Marcel Everett, występujący pod nazwą XXYYXX. Nie dajcie się zwieść młodemu wiekowi muzyka, bo to on właśnie za opublikowany w tym roku, nagrywany w domu album, doczekał się porównań z Machinedrum i Jamesem Blake, a część krytyków mianowała go nową nadzieją chillvawe. Jego muzyka, wciąż pełna dziecięcej wrażliwości i melancholii, zbudowana na minimalistycznych rytmach i brzmieniu klawiszy to jedno z tych zjawisk, które powinny wzbudzić zainteresowanie każdego fana nowych, futurystycznych brzmień.

Young Montana

Pod pseudonimem Young Montana kryje się 20-letni producentowi i beatmakerowi z Coventry. Jeśli jesteście fanami awangardowego hip-hopu spod znaku Prefuse 73 lub rytmicznych, jazzujących szaleństw kojarzonych z Flying Lotusem, to muzyka proponowana przez wschodzącą gwiazdę brytyjskiej sceny elektronicznej, ma szansę was zachwycić. Jego debiutancki album "She Can't Love You" z 2011 roku opisywano jako "nocną podróż po zapomnianych radiostacjach, nadających zapomniane klasyki jazzu, soulu i hip-hopu", podobnie wyglądają też jego live sety, gdy wokół wokalnych sampli buduje niespodziewane rytmiczne konstrukcje, ozdobione brzmieniami analogowych syntezatorów.

Materiały organizatora/Serwis Barock nie ponosi odpowiedzialności za treści nadesłane