menu

Rihanna



Miejsce: Gdynia, Lotnisko Gdynia-Kosakowo
Data: 07.07.2013
Supporty: Dizzee Rascal
Wstęp od: 17:00
Bilety: 198 zł i 258 zł (Golden Circle), sprzedaż: alterart.pl, ticketpro.pl, posiadacze karnetów czterodniowych na Open'era, będą mogli uczestniczyć w koncercie Rihanny bez dodatkowych kosztów, a pobyt na polu namiotowym zostaje przedłużony o kolejną noc
 

RELACJA

Dla niejednego openerowicza, który został dzień dłużej, by zobaczyć księżniczkę popu, niedziela była dniem straconym. Na scenie, która niecałą dobę wcześniej gościła Kings Of Leon, Jonny'ego Greenwooda i Steve'a Reicha, publiczność miała roznieść w pył Rihanna.



Po festiwalu została zarówno pełna infrastruktura jak i 70 procent festiwalowiczów (posiadacze karnetów nie płacili za koncert). Resztę widowni stanowiły małe dzieci (bilety chyba dostały na komunię), "gimbusy", królowie "swagu" i przestylizowane szafiarki. Średnia wieku w golden circle nie przekraczała 17 lat.

Rihanna chyba zapomniała, że występuje przed publicznością, która ma za sobą cztery dni muzycznego szaleństwa na najwyższym poziomie. Spóźniła się godzinę (a w Trójmieście była już od kilku dni). Po czterdziestu minutach czekania ludzie zaczęli buczeć i skandować "Beyoncé". I gdyby porównać jej występ na Stadionie Narodowym z koncertem Rihanny, za każdym razem wynik byłby korzystny dla pani Carter.

O ile spóźnienia należało się spodziewać, to już liczba kolejnych wpadek, jakie zaliczyła gwiazda, była imponująca. Przez cztery dni Open'era nikt nie ośmielił się korzystać z półplaybacku tak często i gęsto jak ona. Wokalistka nawet nie wysilała się, żeby zaśpiewać trudniejsze partie piosenek. Poprawiła się dopiero w drugiej części show - hit "Stay" wykonała już samodzielnie. 1:0 dla Beyoncé.

Gdy Riri poruszała się na scenie (owszem, z gracją) nie wiadomo było, czy jeszcze idzie czy już tańczy, a może tylko łapie się za krocze - choreografia nie powalała, była monotonna, sztampowa. 2:0 dla Beyoncé.

Jak zapowiadali organizatorzy, w ciągu półtoragodzinnego show artystka miała przebrać się aż pięciokrotnie, by jej image lepiej współgrał z wizualizacjami. Rihanna schodziła na przerwy średnio co trzy piosenki, ale stroju nie zmieniła ani razu. 3:0 dla Beyoncé.

Po tylu wpadkach Riri nie skradła serc publiczności. Choć zażenowani openerowicze skakali przy przebojach "Umbrella", "Rude Boy" czy "Diamonds", to prawdziwi fani wokalistki zamiast się bawić, stali nieruchomo z telefonami i oglądali koncert na kilkucalowych ekranikach. 4:0 dla Beyoncé.

Naprawdę chciałabym pochwalić Rihannę, zachwycać się jej kocimi ruchami, niesamowitym show, umiejętnościami wokalnymi, ale przy braku szacunku dla widzów, jest to po prostu niemożliwe. Z większym entuzjazmem spotkał się supportujący artystkę Dizzee Rascal, który miał świetny kontakt z publicznością - pod sceną skakali nawet wyczerpani czterodniowym maratonem festiwalowicze.

Wiem, że koncert Rihanny nie był częścią Open'era, ale skoro widownię w większości stanowili uczestnicy festiwalu, to trudno uciec od porównań. Jeżeli nową świecką tradycją tej imprezy ma się stać dodatkowy koncert wielkiej gwiazdy, to niech to będzie na przykład Red Hot Chili Peppers, a nie pani, która nawet nie śpiewa sama.

P.S. Pozdrawiam wyznawcę lansu, który przechadzał się pod główną sceną w waciaku i czapce z daszkiem, pod który wetknął sobie 50zł. A mówią, że "swag" jest bezcenny :-)



Dodaj komentarz

Przepisz tekst z obrazka