menu

Gotye



Miejsce: WARSZAWA, Torwar
Data: 05.11.2012
Supporty: Jonti
Wstęp od: 18:00 rozpoczęcie imprezy: 19:00
Bilety: 130 zł - I kategoria (siedzące), 120 zł - płyta (stojące), sprzedaż: go-ahead.pl, ebilet.pl oraz ticketpro.pl.
 

RELACJA

Ten koncert musiał się podobać. Nie tylko fanom "Somebody That I Used to Know", nie wyłącznie sympatykom Gotye, ale wszystkim, którzy lubią muzykę, rytm, harmonię, dźwięki.



Wiedziałam, że Gotye to znacznie więcej niż twórca jednego przeboju. Kto miał okazję posłuchać jego płyt, wie, że to bardziej artysta, szalony twórca, niż autor radiowych piosenek. Pod zgrabną melodią, refrenem i delikatnym wokalem znajduje się muzyczny wulkan. Już otwierający "Making Mirros" nie pozostawił złudzeń - to nie będzie koncert, lecz dźwiękowy spektakl. Gotye na scenie towarzyszyli jeszcze czterej multiinstrumentaliści otoczeni mnóstwem sprzętu. Mnóstwo najróżniejszej perkusji, także elektronicznej, rozmaitymi klawiszami, gitarami. Było też tamburyno, a nawet dzwoneczek. Każdy utwór okazywał się niesamowitą wyklejanką dźwięków, szaloną muzyczną przygodą, gdzie każdy detal czy to klaskanie, czy wsamplowany saksofon czy też brzdęk dzwoneczka miały istotne znacznie (swoją drogą nie wiedziałam, że Torwar może mieć tak dobrą akustykę).

Kiedy zastanawiałam się, jaki przymiotnik najlepiej podsumowałby ten występ, wyszło mi, że fascynujący. Słuchanie i obserwowanie, z ilu elementów składa się piosenka, ile różnych instrumentów tworzy takie, a nie inne brzmienie było fascynujące. Proszę jednak nie myśleć, że przypominało to warsztaty muzyczne. Nic z tych rzeczy. Gotye poza tym, że lubi bawić się dźwiękami, chętnie eksperymentuje, wie, że muzyki ma się też dobrze słuchać. Nie było więc mowy o przydługich popisach, nieznośnych muzycznych wygibasach, karkołomnych połączeniach. Rytm i harmonia to podstawa. Czy to w "Easy Way Out" z naprawdę ostrymi gitarami, czy mocno zniekształconym elektronicznie "State of The Art" czy akustycznym "Giving Me a Chance". Oczywiście, było też "Somebody..." (partie Kimbry całkiem nieźle choć cichutko odśpiewała publiczność), które na żywo okazuje się czymś znacznie więcej niż wpadającą w ucho smutną piosenką.

Całość dopełniały wizualizacje równie ciekawe i różnorodne, co utwory - od ładnych widoczków w przebojowym "Eyes Wide Open" po niezwykłą, przerażającą, animowaną opowieść o słoniku ("Seven Hours With A Backseat Driver").

Pewnie wszystkich ciekawi jak sam Gotye. Dużo nie mówił - kurtuazyjne "dzień dobry Polska", "dziękuję" czasem podał tytuł numeru czy poprosił o pomoc w śpiewaniu. Wygląda jednak na sympatycznego faceta, który ma niesamowitą frajdę, z tego co robi, któremu walenie i dmuchanie w najróżniejsze instrumenty sprawia wielką przyjemność. Nie jest to szalenie charyzmatyczny artysta, ale emanuje z niego pozytywna energia.

Podsumowując, można powiedzieć jedno - niech żałuje, kto nie był. A niestety wolnego miejsca na Torwarze było sporo. Frekwencja była jedynym słabym punktem koncertu.



Dodaj komentarz

Przepisz tekst z obrazka