menu

Crystal Fighters



Miejsce: WARSZAWA, Palladium
Data: 25.05.2013
Bilety: przedsprzedaż 69 zł, w dniu koncertu 79 zł, sprzedaż: go-ahead.pl, ticketpro.pl, eventim.pl, ebilet.pl, muno.pl oraz sklepy sieci Empik, Media Markt i Saturn
 

RELACJA

Przyjeżdżając do Warszawy Crystal Fighters mieli po prostu pecha. Nie dość, że w czasie ich koncertu w telewizji transmitowano finał piłkarskiej Ligi Mistrzów, to jeszcze kilka kilometrów dalej tłumy ściągały na pierwszy w historii polski koncert Beyoncé. Przyszli najwierniejsi, a stołeczne Palladium i tak zatrzęsło się w posadach.



Mimo obaw organizatorów, że klub może świecić pustkami (ludzie masowo odsprzedawali bilety w internecie), sala wypełniła się po brzegi. Publiczność rozgrzewali wyjątkowo spokojni debiutanci z No Ceremony, których można śmiało można polecić miłośnikom brzmień The xx i Blonde Redhead.

Crystal Fighters przywitali warszawską publiczność kawałkiem "Solar System" otwierającym debiutancki longplay "Star of Love". I właśnie pod znakiem pierwszego albumu, a nie drugiego - "Cave Rave" (premiera 27 maja) - upłynął ten szalony koncert. Wokalista grupy, Sebastian Pringle, wskoczył na scenę w sylwestrowej kreacji, której nie powstydziłaby się żadna emerytka. Swoim pojawianiem się wywołał serię przeraźliwych pisków, jak gdyby był frontmanem co najmniej 30 Seconds To Mars, a nie electrofolkowej grupy. Wrzaskom i pokazywaniu serduszek nie było końca.

Podczas półtoragodzinnego koncertu Crystal Fighters zaprezentowali tylko sześć kompozycji z "Cave Rave", a z największym entuzjazmem spotkały się single "You & I" i "Separator". Na żywo zespół stawiał raczej na cięższą elektronikę, a nie folkowe akcenty, co wyraźnie dało się słyszeć przy "I Do This Everyday" i "Swallow" znanych z longplaya "Star of Love". Zresztą na setliście znalazły się prawie wszystkie dynamiczne utwory z pierwszego krążka, na potrzeby koncertu przerobione na niemalże dubstepowe aranżacje. Nie brakowało jednak motywów folkowych (które dominują w "Cave Rave") - Gilbert Vierich tasował kolejnymi instrumentami, a Pringle co chwilę sięgał po ukulele. Chwilą odpoczynku od tanecznych hitów były nowe, jak na Crystal Fighters bardzo delikatne kawałki - "Everywhere" i "Love Natural".

Pod koniec przyszedł czas na bardziej popowe "In the Summer", "Plage" i kończące regularną część koncertu chóralnie odśpiewane "At Home". Zespół musiał wrócić na scenę niesiony tupaniem i wrzaskami publiczności domagającej się psychodelicznego "I Love London". Oprócz Crystal Fighters, na scenę wskoczyła ich ekipa techniczna i razem - na wszelkich dostępnych folkowych przedmiotach i krowich dzwonkach - odegrali wyproszony hit. Resztkami sił fani skakali jeszcze przy zamykającym szalone show "Xtatic Truth".

Ze sceny zespół wspominał deszczowy koncert na zeszłorocznym Coke Live Music Festival oraz zapraszał na ich kolejny występ na tegorocznym Heineken Open'er Festival w Gdyni. Muzycy dziękowali za szalone przyjęcie, prawili komplementy publiczności, a później na Twitterze dodali, że warszawski występ był dla nich najlepszym zakończeniem minionej trasy.

Może nie było tylu efektów specjalnych, strojów i choreografii, co na Stadionie Narodowym, ale Crystal Fighters zaprezentowali po raz kolejny radosne, kolorowe i niezwykle energetyczne oblicze. Nie żałowali ci, którzy zamiast show Pani Carter wybrali zwariowaną brytyjsko-baskijską trupę.

Oto setlista:
Solar System
Champion Sound
LA Calling
Follow
Separator
I Do This Everyday
You & I
Love Is All I Got
Wave
Swallow
Everywhere
Plage
Love Natural
In The Summer
Plage
Bis:
I Love London
Xtatic Truth


Anita Ceglińska



Dodaj komentarz

Przepisz tekst z obrazka