menu

System Of A Down



Miejsce: Łódź, Atlas Arena
Data: 13.08.2013
Supporty: Hawk Eyes
Wstęp od: 18:00
Bilety: 165 zł - płyta, trybuny i osoby niepełnosprawne; 198 zł - trybuny; 209 zł - golden circle; 275 zł - golden circle early entrance, sprzedaż: livenation.pl, Eventim
 

RELACJA

Oglądanie koncertu System of a Down z siedzących trybun jest prawie karą. Z drugiej strony darowanym biletom-akredytacjom, nie patrzy się w sektor, a dzięki miejscom dokładnie naprzeciwko sceny, miałam niemal taki obraz jak zespół (z tym, że do mnie ludzie stali odwróceni plecami). Cóż to był za widok!



Łódzka Arena była wypełniona po brzegi. Wypełniona fanami, z których większość całe życie czekała, by zobaczyć kwartet na żywo. I to było widać i czuć. Prawie nikt nie siedział, a na płycie odbywało się regularne szaleństwo. Nie pamiętam, kiedy byłam na koncercie, na którym mosh pit uformowałby się na wysokości 2/3 sali. No i polskie gardła jednak są potężne. To nie było nieśmiałe dośpiewywanie refrenów, pomrukiwanie sylab, ale regularne darcie mordy i gigantyczny huk ludzi, którzy są szczęśliwi, że mogą z tłumem śpiewać "You, what do you own the world?/How do you own disorder, disorder".

Po opisie publiczności, chyba nikt nie ma wątpliwości, że System of a Down dali GENIALNY koncert. Jak dobrym zespołem trzeba być, jak znakomity repertuar i oddanych fanów trzeba mieć, by w hali na kilkanaście tysięcy, (gdzie Muse wcześniej podłączyło niemal każde nowoczesne urządzenie z ekranem) pojawić się bez żadnej produkcji? Bez efektów, fajerwerków, tancerek, a nawet telebimów (!). Niewielu wykonawców może pozwolić sobie na taki luksus, niewielu samą muzyką jest w stanie poruszyć tłumy. Mówimy jednak o System of a Down. Od otwierającego "Aerials" było jasne, że tu wystarczą grzmiące utwory. Czysty muzyczny ogień i niesamowita, miażdżąca moc. Czterech kolesi, a taki power. Serj odwiedza nas regularnie, więc jego forma na żywo jest znana, ale i tak to, co robił z wokalem robiło wielkie wrażenie. Nadal jest dla mnie niepojęte, jak on potrafi od wściekłego wrzasku tak płynnie przejść do czystego, łagodnego śpiewu. Reszta muzyków też niesamowita - te riffy naprawdę łoiły, bas pięknie dodawał głębi, a kiedy John Dolmayan galopował na dwie stopy, buźka się sama cieszyła.

Panowie nie byli zbyt wylewni, acz na takich koncertach nie o umizgi chodzi, poza tym Daron Malakian docenił, że tym razem nie są obrzucani (kiedy grali w 1998 roku przed Slayerem, nie zostali zbyt dobrze przyjęci) i ostatecznie Polska usłyszała, że SOAD ją kocha. A Polska kocha System of a Down. Całym sercem. Dziękujemy!

Setlista:
Aerials
Suite-Pee (incomplete)
Prison Song
I-E-A-I-A-I-O
Soldier Side - Intro
B.Y.O.B.
Deer Dance
Radio/Video
Peephole
Hypnotize
Needles
DDevil
Lost in Hollywood
X
Suggestions
Psycho
Chop Suey!
Lonely Day
Question!
A.D.D.
Holy Mountains
Spiders
Cigaro
Toxicity
Sugar



Dodaj komentarz

Przepisz tekst z obrazka

Komentarze

14 sierpnia 2013, 19:36

:)

Aż mnie ciarki przechodzą jak wspominam koncert. Było nieziemsko. Mam nadzieję, że pamięć nigdy mnie w sprawie koncertu nie zawiedzie i będę pamiętać wszystko ze szczegółami.
Pozdrawiam. \m/

14 sierpnia 2013, 21:05

;)

Wcale nie było tak jak opisujesz. Sektor i trybuny również były nieziemskie. Wyskakałam się, headbanging był. Naprawdę cudownie. Orgazm na sektorze.

9 września 2015, 12:53

Mua

You write so holestny about this. Thanks for sharing!