menu

Portishead



Miejsce: Kraków, Hala Ocynowni ArcelorMittal Poland
Data: 25.06.2013
Bilety: 199 zł i 149 zł, sprzedaż: Eventim.pl oraz w trzech punktach sieci informacji miejskiej InfoKraków: przy ul. św. Jana 2, w Pawilonie Wyspiańskiego (pl. Wszystkich Świętych 2) oraz w Centrum Obsługi Ruchu Turystycznego (ul. Powiśle 11)
 

RELACJA

Wszedłem z rana na Face'a i widzę, że wszyscy zachwyceni koncertem Portishead. Czyli znów, niczym Konrad Wallenrod, jestem samotny w mojej ocenie...



Portishead to dla mnie jeden z zespołów przełomowych. Nie mówię o ogólnoświatowym postrzeganiu muzyki. Mówię o moim. Portishead jest więc dla mnie zespołem przełomowym. Takich zespołów - których muzyka była dla mnie absolutnym odkryciem - wiele nie było. Przed Portishead była Republika (jak jeszcze miałem mleko pod nosem), a potem U2, Red Hot Chili Peppers, Nirvana, Rage Against The Machine. Lata 1994 - 1995 przyniosły trzy wielkie albumy definiując muzykę elektroniczną na lata: "Protection" Massive Attack, "Maxinquaye" Tricky'ego i właśnie "Dummy" Portishead. Nie były to czasy, gdy muzykę poznawało się z YouTube'a czy Facebooka. Debiutancki album Portisehad trafił do mojego walkmana, bo do mojej ówczesnej dziewczyny na studencką wymianę przyjechał Angol i tę właśnie płytę przywiózł.

Niemal od pierwszych dźwięków wiedziałem, że mam do czynienia z wykonawcą absolutnie wyjątkowym. Ta muzyka była (i nadal jest) genialnym połączeniem subtelnej, delikatnej elektroniki i wspaniałego, emocjonalnego przekazu Beth Gibbons. Jak wszyscy wiemy to właśnie "Dummy", obok albumów Massive Attack i Tricky'ego, to sztandarowy przykład nowego gatunku muzycznego zwanego trip-hopem.

Ale dość historii pora przejść do sedna. Wiem, że cały świat myśli inaczej, a przynajmniej tak mogę sądzić po superpozytywnych recenzjach dwóch kolejnych albumów Portishead, mnie jednak te płyty nie przekonują. Próbowałem ich słuchać, nie powiem, niektóre utwory to kawał dobrej muzyki. Ale nie słyszę na nich tej magii, która była na debiucie. I niestety podobne odczucia miałem podczas koncertu Portishead. "Wandering Stars" w ascetycznej aranżacji, "Glory Box" czy "Sour Times" to absolutnie genialne kompozycje, które grane na żywo wywołują ciarki. Niestety, inne utwory z dwóch kolejnych płyt do mnie nie trafiają. Żeby to powiedzieć wprost: Nudziłem się podczas ich wykonywania i z niecierpliwością oczekiwałem na kolejną piosenkę z "Dummy".

Byłem na wielu koncertach, podczas których widziałem bardzo różne wizualizacje, ta w Krakowie była w zamierzeniu oszczędna i ja to rozumiem. Koncepcja pewnej powściągliwości estetycznej stosowanej przez Portishead do mnie przemawia. Rozumiem też, że Beth Gibbons specjalnie kontaktową kobietą nie jest. Tylko tak sobie myślę, czemu 71-letni Paul McCartney kilka dni wcześniej mówił po polsku całymi zdaniami, czemu Mick Jagger potrafił po polsku przedstawić cały zespół a pani Gibbons nie nauczyła się nawet mówić dziękuję (no może się nauczyła, bo z tego co mówiła machając rękami nie zrozumiałem ani słowa).

Podsumowując. Chwil wspaniałych kilka było, żałować nie ma co, ale jak Portishead za rok przyjedzie do Katowic, to nie będę pędził na złamanie karku.

Na koniec może kilka słów o koncertach w hucie. Lubię tę halę, lubię jazdę autobusami, lubię stać kilkanaście minut do wyjścia, po prostu lubię poprzebywać z tą lepszą i ładniejszą częścią mieszkańców Krakowa. Uważam, że pomysł organizowania koncertów w tym miejscu jest tyleż karkołomny, co genialny. Oby Sacrum Profanum i imprezy w tym miejscu odbywały się jak najczęściej (oczywiście do czasu gdy to miejsce zostanie zrównane z Ziemią i powstanie tu park dla mieszkańców Nowej Huty). Żeby nie było, że się za bardzo podlizuje uroczym paniom z KBF-u: Jakoś lepiej sprawy parkowania samochodów nie dałoby się rozwiązać?

Ps. Oto votum separatum redakcyjne (czyli opinia drugiego redaktora barockowego): ja lubię bardzo te ich mocniejsze kawałki, na przykład ten na koniec był zajebisty, tak samo jak "Machine Gun" czy "Cowboys", poza tym nie można nie docenić dwóch perkusji na scenie. Czepianie się, że laska jest niekontaktowa... well, ona chyba w życiu żadnego wywiadu nie udzieliła i ma te same jeansy, co 20 lat temu, jakby coś powiedziała, to pomyślałabym, że ją podmienili.

Tagi: Portished w Krakowie, Portished na Sacrum Profanum, koncert Portished w Krakowie, relacja z Sacrum Profanum, relacja z koncertu Portishead w Krakowie



Dodaj komentarz

Przepisz tekst z obrazka