menu

Editors



Miejsce: WARSZAWA, Stodoła
Data: 28.10.2013
Supporty: Balthazar
Wstęp od: 18:30 rozpoczęcie imprezy: 20:00
Bilety: 105 zł / 120 zł, sprzedaz: www.go-ahead.pl, www.ebilet.pl, www.ticketpro.pl, www.eventim.pl oraz sklepy sieci Empik, Media Markt i Saturn
 

RELACJA

Nie po raz pierwszy przyszło mi oglądać Editors w tym roku. Latem - jak wielu fanów rockowego grania - miałam okazję zobaczyć ich koncert podczas Open'era, gdy rozgrzewali festiwalowiczów przed show Blur. W stołecznej Stodole nie ciążyła już na nich ta presja, więc mogli uwolnić skrywane dotąd pokłady energii.



Editors rozpoczęli dość spokojnie od numeru "Sugar" z najnowszego longplaya "The Weight of Your Love". Nie zawiedli się ci, którzy liczyli na utrzymanie zdrowych proporcji między świeżymi kompozycjami a starszymi, sprawdzonymi utworami. Za perełkę można uznać wykonanie nieco zapomnianego kawałka "Eat Raw Meat = Blood Drool" - psychodelicznym, niepokojącym dźwiękom wtórowała bogata gestykulacja i akrobacje frontmana Toma Smitha na wysłużonym pianinie.

Jednak zgromadzeni słuchacze - od dziesięciolatków po stateczne panie koło pięćdziesiątki - oczekiwali najnowszych hitów. Prawdziwa impreza rozpoczęła się, gdy ze sceny popłynęły dźwięki singlowych "Formaldehyde" i "A Ton of love". Nawet najwięksi hipsterzy schowali smartfony i poddali się szalonej zabawie.

Tempo zwolniło nieco przy akustycznej części, odrobina magii towarzyszyła balladzie "The Phone Book". Rozbawiona publiczność, która niejednokrotnie próbowała "ugotować" Smitha, tym razem zamarła w skupieniu.

Atmosferę melancholii rozwiał chóralnie odśpiewany przebój "Munich" z pierwszego krążka. Z jeszcze większym entuzjazmem przyjęto kończący wieczór hit "Papillon". Dla mnie mocnym punktem było także wykonanie w czasie bisów nowego, zmodyfikowanego na potrzeby trasy, utworu "Nothing", który w wersji na żywo nabrał tajemniczego charakteru.

Do tej pory sądziłam, że nazywanie Editors "spadkobiercami Joy Division" jest określeniem na wyrost, łatką, którą nagminnie przykleja się wszystkim młodym zespołom z Wysp Brytyjskich. Jednak niewymuszona klasa i sprawne łączenie niekonwencjonalnych rozwiązań z prostym, ale jakże chwytliwym, gitarowym graniem pokazują, że grupa zasługuje na ten tytuł. Mają pełne prawo pukać do bram pierwszej ligi alternatywnego rocka.

P.S. Wieczór otworzył krótki set belgijskiej formacji Blathazar. O dziwo, świetne, pokręcone brzmienia nie rozruszały ospałej publiczności.

Anita Ceglińska




Dodaj komentarz

Przepisz tekst z obrazka

Komentarze

8 czerwca 2016, 07:17

Boog

Great thiinnkg! That really breaks the mold!

8 czerwca 2016, 15:59

Kapri

You're on top of the game. Thanks for shrgani.

8 czerwca 2016, 22:07

Lawanda

Dude, right on there brhoetr. http://gnlpcxue.com [url=http://wbheohxnh.com]wbheohxnh[/url] [link=http://erpgnscn.com]erpgnscn[/link]

10 czerwca 2016, 02:20

Kapri

Life is short, and this article saved vaalblue time on this Earth.

11 czerwca 2016, 06:05

Stafon

Your website has to be the elrcteonic Swiss army knife for this topic. http://bgujqetq.com [url=http://ftltxjhdd.com]ftltxjhdd[/url] [link=http://dexzng.com]dexzng[/link]