menu

Grandfather



Miejsce: Kraków, Piękny Pies
Data: 14.09.2013
rozpoczęcie imprezy: 21:00
Bilety: 10 zł, sprzedaż: Piękny Pies
 

RELACJA

Sobotni wieczór w Krakowie zapewne pełen jest atrakcji, być może dlatego frekwencja w Pięknym Psie była, ujmując rzecz dyplomatycznie, umiarkowana. Nie przeszkodziło to jednak nikomu w dobrej zabawie. Ani z jednej, ani z drugiej strony sceny.



Na początek zaprezentował się i bardzo pozytywnie zaskoczył zgromadzonych młody, krakowski zespół Lad's Life. Niepozornie wyglądająca formacja, najprościej mówiąc, dała czadu i jak na swój debiut sceniczny, mimo drobnych problemów technicznych, świetnie sobie poradziła. Jeszcze nim weszli na scenę, zdziwiłam się, że ktoś - na bądź co bądź wieczorny koncert - przyprowadził dziecko. Owo "dziecko" okazało się bardzo zdolną perkusistką supportu. Już sama obecność młodej kobiety za bębnami robi wrażenie, kiedy ta jeszcze naprawdę potrafi grać (a nie plumkać jak Meg White) i swą grą napędza całą kapelę, nie sposób nie składać pokłonów. Kwartet (standardowy rockowy skład) zaproponował energetyczną dawkę gitarowego grania. O dziwo, im bardziej odbiegali od melodii, od piosenkowego schematu, a bardziej pozwalali sobie na mniej szablonowe, bardziej szalone formy, tym lepiej wypadali. Słowem, zdolni, młodzi ludzie, którym nie brak pomysłów i na których na pewno warto mieć oko.

Co niemało istotne Lad's Life wzorowo wywiązali się z roli supportu - rozgrzali publiczność i dość wysoko ustawili poprzeczkę przed gwiazdą wieczoru. Grandfather nie mieli wyjścia i musieli podjąć wyzwanie. Zważywszy jednak na prezentowany przez Niemców materiał, nie mieli większych problemów. Kapela z Jeny proponuje napędzaną gitarowym drive'em brudną, gęstą, a zarazem bardzo melodyjną muzykę. Muzykę idealnie nadającą się na koncerty. Nogi same wystukują rytm, główka chodzi, a ręce składają się do oklasków. Szczere, nasączone mocą, ale i chwilami klimatyczne granie z pięknie podbijającą tempo perkusją. Fajne zagęszczenia, power i prostota, która w tym przypadku jest atutem. Na dodatek, wszystko okraszone zabawną konferansjerką w wykonaniu wokalisty i basisty. Niektórym w Krakowie tak się spodobało, iż tuż po koncercie nabyli winylowe wersje "On My Track", a jeden ze świeżych fanów Grandfather nawet sprezentował swym nowym idolom... różę. Jedynym zastrzeżeniem, jakie dało się słyszeć wśród zgromadzonych był język, w jakim śpiewane były utwory, czyli... angielski. Rzeczywiście, stonerowy gąszcz z niemieckimi tekstami mógłby brzmieć niepowtarzalnie.

Na koniec delikatny apel do polskich promotorów. Co prawda w Pięknym Psie dzikiego szału pod sceną nie było, ale Grandfather to grupa wręcz wymarzona na rockowe festiwale. Panowie dają z siebie mnóstwo energii, która bez problemu poderwie budzący się do życia plenerowy tłum.



Dodaj komentarz

Przepisz tekst z obrazka