Air – „Le Voyage Dans La Lune”

6 lutego 2012
ok. 1 minuta czytania

Kawał to jednak przesada, bowiem album „Le Voyage Dans La Lune” to zaledwie półgodzinny materiał. Przez trzydzieści minut czeka nas jednak bardzo przyjemna i interesująca podróż. Momentami sentymentalna, chwilami zapewniająca dreszczyk emocji. Nie są to śliczne, urokliwe piosenki, z jakich słyną Nicolas Godin i Jean-Benoît Dunckel. To w większości instrumentalna, bardzo klimatyczna, dość niszowa muzyka. Nieco psychodeliczna, wciągająca, zaskakująco bogata. Słychać w tym przygodę, podążanie za marzeniami. Jest jednak też humor, co idealnie oddaje charakter filmu z 1902 roku. Pachnie to czasem Pink Floyd, czasem Vangelisem czy Air z czasu „The Virgin Suicides”. Bywa zwiewnie, nieznośnie lekko, ale i gęsto, niemal złowieszczo. Są tu utwory rozmarzone, senne, prawie romantyczne, ale i na swój sposób zadziorne, przepełnione podskórną nerwowością. Mamy też dwie niemałej urody regularne piosenki – typowo airowe, delikatnie kosmiczne „Seven Stars” i kołysankowo-walczykowe „Who Am I Now?.

„Le Voyage Dans La Lune” nie jest wielką płytą, ani szczególnie oryginalną. Mnóstwo tu jednak pięknych dźwięków, nierzadko frapujących. Słychać też, że to rzecz, która powstała z potrzeby serca. Naprawdę udana podróż, w którą chętnie udam się ponownie.