Airbourne – \”No Guts. No Glory.\”

17 lutego 2010
ok. 2 minut czytania

Drugi album Australijczyków to ponownie rock and roll. Prosty, zadziorny, męski. Mięcho i ziemniaki – jak mówi wokalista kapeli, Joel O\’Keeff. Utwory mają umiarkowany rytm, nadający się do przytupu i wymachiwania pięściami na koncercie, chwytliwe riffy a i solówek nie brakuje. Każdy z kawałków na \”No Guts. No Glory.\” ma ponadto ogromny przebojowy potencjał. Szczególnie gdy Joel w refrenie wykrzykuje \”Blonde, Bad & Beautiful\”. Szybko wpadają w ucho również \”White Line Fever\” czy \”Overdrive\”. Nie znaczy to wcale, że to najlepsze z numerów w zestawie. Kapitalnie wypada chociażby rozpędzone \”It Ain\’t Over Till It\’s Over\”.

Podobnie jak na debiucie, tak i na tej płycie nie sposób nie dostrzec wpływów AC/DC oraz całej barowo-rockowej sceny Antypodów i nie tylko. Szybkie, motoryczne \”Raise The Flag\” to na przykład ukłon w stronę Motörhead. Panowie mają jednak tego pełną świadomość. Niczemu nie zaprzeczają, a jedynie przekuwają te inspiracje na swój styl, tętniący młodzieńczą energią. Nie kombinują, nie silą na żadne eksperymenty, grają prosto z serca i śpiewają z trzewi.

Największą różnicę pomiędzy \”Runnin\' Wild\” i \”No Guts. No Glory.\” stanowi produkcja. Całość jest zdecydowanie cięższa. Pierwszy krążek był nieco suchy, nowy album brzmi natomiast zdecydowanie bardziej soczyście i zarazem surowo. Jest niczym krwisty, niewypieczony stek.

Airbourne nie odkrywa Ameryki, ani nawet Australii. To wspaniały, kipiący energią, treściwy rock and roll. Tylko tyle i aż tyle.