Alexandra Burke – „Overcome”

17 września 2010
ok. 1 minuta czytania

Gdybym miał bowiem wskazać chociażby trzy argumenty przemawiające za tym, że będziemy o niej mówili nie tylko w charakterze bohaterki jednego sezonu, musiałbym bezskutecznie dumać długimi godzinami. Głos posiada co prawda bardzo dobry, w dodatku należycie wyszkolony, ale czy we współczesnym popie to rzeczywiście ma aż tak wielkie znaczenie? Może to smutne, ale niespecjalnie. Gdy wyjmiemy bowiem głos zostaną nam strasznie miałkie teksty, będące milionowym powtórzeniem tego, co zalewa nasze uszy w każdym komercyjnym radiu, oraz ani trochę nie lepsze podkłady. StarGate czy RedOne coraz częściej bazują bowiem na wyrobionych ksywach, bezwstydnie kserując własne patenty i melodie wykorzystane dziesiątki razy.

„Overcome” to nic więcej jak kolejna płyta robiona wedle tej samej receptury, gdzie zmienia się jedynie nazwa dania głównego. Gdy za kilka miesięcy spytamy, czy śpiewała Burke czy może Jordin Sparks, a może Sugababes, może jedna osoba na dwadzieścia z pełną świadomością wskaże właściwą odpowiedź. Reszta będzie strzelała ślepakami.

I najmniejsza w tym tak naprawdę wina samej Brytyjki. Ona po prostu zgodziła się być produktem, z którego koniec końców zrobiono półprodukt na podobieństwo sera czy bułki w budce z hamburgerami. Ja poproszę o środek na zgagę.