Alice In Chains – „Black Gives Way To Blue”

25 września 2009
ok. 2 minut czytania

Wielu przed posłuchaniem płyty będzie się zżymać, że bez Layne’a Staleya to nie to, że muzycy nie powinni grać jako Alice In Chains, tylko zostawić dziedzictwo zespołu nietknięte i zająć się innymi projektami. Błąd! Zdecydowanie warto dać płycie szansę. Jerry Cantrell, Mike Inez, Sean Kinney nie zszargali pamięci Layne’a, nie dodali zakalca do swojej dyskografii, a zatrudnienie Williama DuValla w miejsce zmarłego kolegi było dobrym posunięciem, choć na „Black Gives Way To Blue” nowy wokalista nie ma za wiele pola do popisu. Bryluje na krążku ten, który od samego początku odpowiada w AIC za muzykę i niemałą część wokali, czyli Jerry.

Co stanowi o głównej sile „Black Gives Way To Blue”? Ano to, że zdecydowanie jest to płyta Alice In Chains. Nikt nie starał się wymyślić na nowo koła. Wielbiciele klasycznych AIC znajdą tu wszystkie cechy charakterystyczne muzyki kapeli z Seattle. Brak tylko tego wyjątkowego, „beczącego” głosu Staleya. Poraża nas mnóstwo ciężkich, masywnych, chwilami transowych riffów, piosenki są w większości wolne, przytłaczające, czasem Alicja decyduje się na zwiększenie tempa (np. „Last Of My Kind”). Z muzyki bije smutek, co nie dziwi, bo część numerów dotyczy Layne’a, a tytułowy, z gościnnym udziałem Eltona Johna, jest hołdem dla niego, zaś pozostałe dotykają niewesołych rzeczy (m.in. samobójstwo). Są charakterystyczne harmonie wokalne, kilka udanych akustycznych ballad, choćby „When The Sun Rose Again”, i miło kołyszący „Private Hell”. Jerry czasem gra krótkie solo, ale jego talent lśni przede wszystkim w riffach, by wziąć jako pierwszy z brzegu kapitalny singlowy „Check My Brain”. Nie wszystkie piosenki skutecznie się bronią. Niepotrzebna jest na przykład przeciągnięta końcówka w „A Looking In View”. Ale wielu powodów do narzekań nie ma. Grzechem byłoby pominąć znakomite brzmienie autorstwa Nicka Raskulinecza (Foo Fighters, Rush) oraz innego speca, odpowiedzialnego za miksy Terry’ego Date’a (Pantera, Soundgarden). „Black Gives Way To Blue” to pozytywne zaskoczenie, którego pewnie mało kto się spodziewał, w tym niżej podpisany.

Fajnie, że Alicja znów jest z nami, opowiada nam o życiu w stylu, który tak bardzo polubiliśmy przed laty. Chwilami porusza się niczym na ciężkim kacu, przytłoczona trudami życia, snuje się niczym w narkotycznej chmurze, a momentami jest łagodna, sielska, z delikatnym uśmiechem. I zawsze z tym cieniem smutku, który tak bardzo lubimy. Miejmy nadzieję, że Alicja wróciła na dobre. Layne, gdziekolwiek jest, z pewnością się cieszy.