Angie Stone – „Dream”

28 grudnia 2015
ok. 1 minuta czytania

„Dream” to już jej siódmy album, a Amerykanka wciąż trzyma poziom i wciąż brzmi po prostu jak Angie Stone. Nowa płyta to mieszanka klasycznego i neo-soulu. Elementy R&B i popu. Nieco hip-hopu oraz jazzowe inklinacje. Wszystko właściwie wymierzone, wyważone, harmonijne. Jest w tym i elegancja i zmysłowość. Są emocje, ale nie ma histerii, dużo spokoju, ale zero nudy (szczególnie, że krążek trwa nieco ponad pół godziny). Muzycznej rewolucji tu nie uświadczymy, ale wysokiej jakości całkiem sporo.

Duża część materiału to ballado-podobne piosenki. Snujące się, wręcz pościelowe, nierzadko delikatnie kołyszące. Z koronkowymi aranżacjami, migoczącymi dźwiękami, subtelnymi chórkami, o obłych kształtach i aksamitnym wykończeniu. W takich utworach Angie Stone wypada najlepiej. Jest w niej (oraz tych numerach) mnóstwo ciepła, kobiecości oraz seksapilu całkowicie pozbawionego wulgaryzmu. „Magnet”, „Dream”, „2 Bad Habbits” czy „Forget About Me” potrafią zaczarować. Wokalistka ma jednak w zanadrzu również roztańczone, okraszone disco gitarą „Dollar Bill” czy figlarne „Quits”.

„Dream” to po prostu Angie Stone. Taka, jaką lubimy, taka, jakiej chcemy słuchać. Niezmiennie w formie. Ani nowoczesna, ani tradycyjna, po prostu uniwersalna.