Atlas Genius – „When It Was Now”

21 sierpnia 2013
ok. 1 minuta czytania

Wytwórnia przekonuje, że o Atlas Genius będzie w 2013 roku bardzo głośno. Mają być nową nadzieją indie rocka, u której trzeba docenić pomysłowość, wspaniałe melodie, świetne brzmienie. Aż tak huraoptymistycznie bym na przyszłość Australijczyków nie patrzyła, ale przyjrzeć się im nie zaszkodzi.

Duet z Adelajdy tworzą bracia Keith (śpiew, gitara) i Michael Jefferyowie (perkusja) i proponują… dość zgrabną, acz niekoniecznie odkrywczą indierockową mieszankę. Nieco nowojorskiego brzmienia (momentami w stylu The Strokes), skoczno-taneczne rytmy i pulsujący bas. Słowem, przyzwoite piosenki o delikatnie alternatywno-rockowym zabarwieniu. Czasem z wakacyjnym posmakiem („If So”), kiedy indziej subtelnie rozmarzone („Through The Glass”). Przyjemne w odbiorze, ale…

No właśnie, jest to nieszczęsne „ale”. Nawet po wielu seansach niewiele z „When It Was Now” zostaje w głowie. Piosenki, owszem, wpadają w ucho całkiem łatwo, ale również bez najmniejszego wysiłku wypadają. Brzmienie jest rzeczywiście na niezłym poziomie, słychać nie tylko gitary i perkusję, ale niczym szczególnym bracia się nie wyróżniają. Brakuje też jakiegoś hitu-killera. Jasne, metaliczna gitara w „Trojans” może się podobać, a „On A Day” ma fajną, „kolorową” energię, żaden jednak nie jest w stanie porwać.

Na razie to raczej zespół, na który miło by było wpaść na festiwalu. Niewątpliwie drzemie w nich jednak potencjał, obcowanie z ich debiutem na pewno krzywdy naszym uszom nie zrobi, ale na większe zamieszanie wokół nich trzeba jeszcze poczekać.