Birdy Nam Nam – „Defiant Order”

30 marca 2012
ok. 2 minut czytania

Pomysł na muzykę Birdy Nam Nam wydaje się banalnie prosty: kilku didżejów łapie winylowe płyty i zaczyna je miksować. Ale to, co z pozoru wydaje się przy pierwszym spotkaniu z francuskim kolektywem łatwe, w rzeczywistości takie nie jest. Francuzi przy użyciu ośmiu gramofonów i czterech mikserów wyczarowują – dosłownie – brzmienia, nad którymi przez kilka miesięcy w piwnicach i studiach cierpliwie pracują producenci na całym świecie. Na swoim najnowszym dziele, „Defiant Order” (brawa za zawartość, baty za okładkę), ukradli całkiem sporo pomysłów reprezentantom takich muzycznych światów, jak hip-hop, electro oraz dubstep. Jeśli ktoś wam powie, że momentami brzmią jak Justice albo koledzy z Ninja Tune – nie bierzcie tego dosłownie, ale sprawdźcie na własne uszy, jak ciekawe brzmienia można wygenerować z dala od komputerowych programów, a jednocześnie bliskie tym wszystkim dźwiękom, które znacie z płyt na elektronice tylko opartych.

Tym razem Francuzi zakręcą waszą nogą mocniej, niż poprzednio. Zaproszą na parkiety nawet funkowych klubów, wyzwalając w was sporo pozytywnej energii. „(The Golden Era Of) El Cobra Discoteca”, „Defiant Order” albo takie „Big City Knights” nie zastąpią wam co prawda żadnego kawałka Daft Punk, ale wzmogą apetyt na dobrą zabawę. To, co najbardziej ujmuje u Birdy Nam Nam to fakt, że nie katują nas technicznymi sztuczkami, do czego skłania się większość wirtuozów gramofonów. Słucham ich nowej płyty już czwarty raz i wciąż – jak przy poprzednich krążkach – nie mogę się nadziwić, że nagrali ją didżeje, których pewnie nikt o taki album nigdy by nie posądził.