Black River grzebie w śmietniku

29 listopada 2010
ok. 2 minut czytania

– Pogrzebaliśmy w śmieciach i jest płytka, którą nazwaliśmy „Trash” – wyjaśnia wokalista, Kay. – Wydawnictwo specjalne, bo ciężko to nazwać inaczej. Znalazły się na nim rzeczy, które z jakichś względów nie trafiły na nasze dwie pierwsze płyty. Wynika to z tego, że zawsze celowo przygotowujemy za dużo materiału. Następnie bierzemy wszystko i staramy się poukładać to w jakąś całość. I nie ma, że boli, coś zawsze musi odpaść, bo nie pasuje do danej układanki. Ale jak teraz tego słucham to zastanawiam się właściwie czemu odpadły właśnie te kawałki, a nie inne. (…) Nazwa płyty nie jest przypadkowa, bo właściwie oddaje jej klimat i to, co się na niej zawiera. Na 12 numerów przypada np. kawałek instrumentalny – pierwotne outro do jednej z płyt. Znalazły się też wspomniane wyżej numery, które wcześniej nigdy nie ujrzały światła dziennego. Znajdują się tam również dwie odważne wersje „Free Mana” w bardzo klimatycznym ujęciu. Jest diabelsko odmieniony przez producencką robotę Oriona „Unlucky in Hell”, a na koniec prawdziwie pomarszczona wisienka na torcie w postaci fragmentu koncertu w Warszawie. Nieco szokujące, bo bez plastyki w studiu, a więc nagie i brudne, zebrane prosto z desek Stodoły. Dzięki temu mamy dziś przed sobą bardzo mocno fermentujące wydawnictwo.

Oto tracklista:
„Desert Rider
„Out Of Control”
„Free Man” (Accoustic)
„American Way”
„Symmetry”
„Locomotiv”
„Liars”
„Unlucky In Hell”
„Free Man” (Orchestration)
„Too Far Away” (Live)
„Night Lover” (Live)
„Punky Blonde” (Live)

Ostatni longplay kapeli to „Black’N’Roll”, który miał premierę we wrześniu 2009 roku.