Blindead – \”Affliction XXIX II MXMVI\”

28 listopada 2010
ok. 2 minut czytania

Trzecia płyta Blindead jest wciągająca, poruszająca, tajemnicza. Samo obcowanie z piosenkami daje niezapomniane wrażenia. Jeśli dołożyć oprawę graficzną Katarzyny Sójki oraz zawarte w książeczce opowiadanie Piotra Kofty o dziewczynce cierpiącej na chorobę psychiczną, mamy całość potężnie, czasem hipnotycznie, działającą na zmysły.

Słuchanie \”Affliction…\” jako podkładu do innej czynności nie ma sensu. To tak, jakby zadowolić się reprodukcją obrazu w albumie, zamiast sycenia zmysłów oryginałem w muzealnej sali. Aby właściwie poczuć krążek trzeba go włączyć na słuchawkach, zamknąć oczy i dać się mu ponieść. Dogłębnie przeżyć to ponad 46-minutowe emocjonalne tornado.

Dominują tu samotność, niezrozumienie, ból, cierpienie, odrzucenie. Blindead z dojrzałością i wyczuciem \”narysował\” dźwiękami smutną uczuciową sinusoidę, zamykając ją w odpowiednio długich ramach. Są charakterystyczne dla muzyki grupy spiętrzenia gitarowe i wrzask Nicka. Mamy leniwie sunące dźwięki zderzone z elektronicznymi hałasami, tonizującą trąbką, fortepianem, czystymi wokalami, złowrogimi mruknięciami kontrabasu.

Dźwięki są mocno ilustracyjne, kinematograficzne. Produkują w wyobraźni niewesołe obrazy, mogące być podkładem do dramatu psychologicznego. Ułóżcie tytuły piosenek jeden za drugim, a dowiecie się, że na końcu i tak wszystko sprowadza się do bólu. Bólu pięknie opisanego przez Blindead na \”Affliction…\”. Panowie, nastał dla was czas na podbój świata. Sądzę, że on prędzej was doceni niż ojczyzna. Szczerze życzę wytrwałości.