Cee Lo Green – „The Lady Killer”

11 maja 2011
ok. 1 minuta czytania

Przede wszystkim mnóstwo optymizmu i dobrego humoru w starym stylu, charakteryzującym takich tuzów czarnej muzyki, jak Curtis Mayfield czy Marvin Gaye. Że niby na wyrost? Bez żartów. Cee Lo śpiewa tak pięknie, z taką kulturą, elegancją, że wiele kobiet może faktycznie „zabić” tym wokalem. Zmysłowa ballada? Proszę bardzo. Przyjemny numer do spaceru za rękę? Oczywiście, wedle życzenia. Szlagier do niczym nieskrępowanej zabawy? „Fuck You”! To znaczy – tak, jasne, też dostępne w menu. I co najważniejsze, Cee Lo nie śpiewa tak samo piosenek smutnych i wesołych. To nie jest wokalna maszyna, tylko piosenkarz, który dopracowuje każde nagranie w stu procentach, pod każdym kątem. W jego głosie czuć emocje, wkład uczuć, szczerość.

Jednak żeby album mógł być stawiany za wzór, w parze ze śpiewem i tekstem musi iść doskonała muzyka. „The Lady Killer” pod tym względem niczego nie można zarzucić. Producenci odpowiedzialni za kompozycje nie bawią się we wskrzeszanie starego soulu czy funku, tylko w bardzo przystępnym stylu mieszają wszystkie czarne gatunki. To nie jest kreacja, lecz granie z pasją i sercem. Czyste, energetyczne, a co najważniejsze po prostu niesamowicie przyjemne w odbiorze dla słuchacza.