Christine and the Queens dziwnie tańczy w naturze

11 kwietnia 2019
ok. 2 minut czytania

– Jest coś bardzo zmysłowego i uzależniającego w tym, by funkcjonować wyłącznie jako głos – mówi Christine and the Queens. – Piszesz piosenkę i jeśli trafia do radia, stajesz się niewidzialna i ledwo wyczuwana, jak wirus, jak swędzący punkt na ciele. W końcu przeistaczasz się w uczucie, coś, co przechodzi do innych, co rezonuje w ciele słuchaczy. Możesz wybrać, by być po prostu melodią zasłyszaną na ulicy, a możesz dokonać prawdziwego przewrotu. Wiele razy słyszałam „Nie wiem, czy lubię w tobie wszystko, ale kocham twoją piosenkę”. Co jeśli piosenka jest najlepszą formą kochania kogoś, bez niepotrzebnych tematów tabu i błędnych przekonań?

„Comme si” odsłania mnie w możliwie najbardziej radosny sposób. Ponieważ jestem cała z dźwięków i słów, w końcu czuję się wolna. Najważniejszy jest songwriting – pokazuje prawdziwą mnie. Rytm pulsuje jak krew, mój głos jest blisko, bez ozdobników, jak twarz bez filtra wystawiona na słońce. Ta zmiana wiele dla mnie znaczy. To osobisty, intymny, dowcipny i erotyczny kawałek. Odwiedzam kogoś jak chmura, nie trzeba mnie kupować w całości. „Comme si” to moje spojrzenie na moc muzyki pop jako czegoś zaraźliwego, czegoś co zawsze łączy się z przyjemnością, nieważne w jakiej formie.

Album „Chris”, który wcześniej promowały single „Girlfriend”, „Doesn’t matter” i „5 dollars”, trafił do podsumowań 2018 w takich mediach jak „TIME”, NPR, Pitchfork, „Rolling Stone”, „Billboard”, „Entertainment Weekly”, „GQ”, Associated Press, Noisey, FADER, „Esquire”, Refinery29, Consequence of Sound, The Daily Beast i wielu, wielu innych. „The Guardian”, „Evening Standard”, „The Independent” oraz „Clash Magazine” zamieścili krążek na szczycie swoich list.
„Chris” to następca „Chaleur Humaine” z 2014 roku.