Cool Kids of Death – „Plan ewakuacji”

12 kwietnia 2012
ok. 1 minuta czytania

Teoretycznie nowa płyta Cool Kids of Death to rzecz zaskakująca. Łagodna, przynajmniej jak na ten zespół, często bardzo piosenkowa, indie-rockowa, z namiętnym użyciem elektroniki, ale dawkowanej inaczej niż dotychczas. Kiedy jednak zastanowić się przez chwilę, tak właśnie powinien brzmieć album CKOD w roku 2012. Nie, że nowa dekada. Po prostu, coolki dojrzały i całe szczęście.

Debiutując dekadę temu, łodzianie z impetem wtargnęli na scenę rodzimej rockowej alternatywy. Dzierżyli „butelki z benzyną i kamienie”, byli przedstawicielami „generacji nic”. Dziś, dziesięć lat później są starsi, bardziej pokorni. I nie jest to zarzut, tylko matematyka. Nie mają już „dwudziestukilku lat”, tylko żyją „na kredyt”. Panowie siłą rzeczy dorośli też twórczo. Wciąż doskonale wiedzą, jak mieszać gitary i klawisze. Nadal potrafią pisać świetne melodie i refreny (numer tytułowy). Miejsce młodzieńczego gniewu zajęła jednak dojrzałość artystyczna, większa muzyczna sprawność oraz śmiałość. Nie boją się chórków a la Coldplay („Dalej pójdę sam”) czy lirycznych, łagodnych, akustycznych dźwięków niczym od Badly Drawn Boya (bardzo ładne i bardzo dobre „Wiemy wszystko”). Kiedy jednak trzeba, wciąż umieją zacisnąć pięści (tradycyjnie coolkowy „Chrystus”).

„Plan ewakuacji” to najbardziej różnorodny i przemyślany album w karierze łódzkiej formacji. Ciekawy, momentami odważny, ambitny, ale i z niemałym potencjałem komercyjnym. I co bardzo fajne, najlepszy numer – absolutnie doskonały, genialnie wyprodukowany „Wyłącz to” – zostawili na finał.