Daft Punk – „Random Access Memories”

20 maja 2013
ok. 2 minut czytania

Gordon Gecko mówił „greed is good”, ale w przypadku muzyki się to nie sprawdza. Nie można być chciwym i wymagać od wykonawców, by co roku fundowali nam coś nowego. Po pierwsze, czasem dobrze się trochę stęsknić. Przede wszystkim jednak proces twórczy wymaga czasu. By wymyślić coś nowego, zaskakującego potrzeba się „chwilę” zastanowić. Na nowe Daft Punk czekaliśmy osiem lat, ale każdy rok był tego wart.

Francuzi, co słychać po singlowym „Get Lucky”, postanowili wskrzesić disco. Zrobili jednak coś więcej. Przenieśli muzykę z lat 70. i 80. do XXI wieku. Duet kapitalnie łączy przeszłość nie tyle z teraźniejszością co z przyszłością. Jest coś futurystycznego, nowatorskiego w „Random Access Memories”, ale i niemało na tym krążku nostalgii, sentymentu, hołdu dla tamtych lat, dźwięków. Ciepłe brzmienia pięknie łączą się z syntetyzatorami, a „żywe” instrumenty z auto-tune’owymi, robotycznymi melorecytacjami. „Get Lucky” to nie jedyny potencjalny hit („Give Life Back to Music”, „Lose Yourself to Dance”), trzeba jednak zaznaczyć, iż sporo tu ambitniejszych kompozycji, bardziej złożonych, wielowątkowych („Giorgio by Moroder”, „Touch”). Słychać też filmowe doświadczenie Guy-Manuela de Homem-Christo oraz Thomasa Bangaltera (soundtrack „Tron: Dziedzictwo”) – świetne operowanie przestrzenią, klimatem („Motherboard”). Wiele na tym longplayu niespodzianek, zaskakujących, odważnych pomysłów, a jednak całość jest spójna, przemyślana.

To nie jest po prostu kolejna taneczna płyta. To nie zniekształcone wokale i przeboje, choć nietrudne je wyłuskać. To wyrafinowany muzycznie, dojrzały artystycznie album.