David Byrne i St. Vincent – „Love This Giant”

8 września 2012
ok. 1 minuta czytania

Otóż, do wspólnego albumu Davida Byrne’a i St. Vincent najbardziej pasuje przymiotnik inteligentny. Może ciężko to sobie wyobrazić, ale tak właśnie jest. Nie chodzi o to, że mamy do czynienia z jakimś supermądrym, wydumanym materiałem. Nie chodzi też o nadzwyczajną muzyczną wiedzę zamkniętą w 12 kompozycjach. To połączenie erudycji, wyczucia, sprytu, intuicji i wyobraźni. Zabawa dźwiękami, zabawa rytmem i głosami, ale zabawa w ramach rozsądku. Bez szarżowania, męczenia słuchacza, bo muzyka przecież powinna też sprawiać przyjemność.

Konkretniej, mamy utwory zaaranżowane głównie na instrumenty dęte. Nie mają tu jednak typowego euforyczno-soulowego brzmienia ani musicalowego rozmachu. Tu liczy się rytm, puls, wręcz pewna nerwowość. Dźwięki skradające się, ciut rozbiegane, ale ostatecznie w harmonii, bez zdominowanego harmidrem chaosu. Przy czym proszę nie myśleć, że to coś trudnego, skomplikowanego, ciężko przyswajalnego. Nie są to owszem banalne, radiowe piosenki, ale mamy melodie, zgrabne aranżacje i ładny śpiew, szczególnie St. Vincent, choć w „Lazarus” zachwyca też Byrne.

„Love This Giant” to płyta pomysłowa, ciekawa, nietuzinkowa, mile zadziwiająca. Przede wszystkim jednak inteligenta.