Dawid Podsiadło – \”Comfort And Happiness\”

24 maja 2013
ok. 2 minut czytania

To nie jest płyta, jakiej należy spodziewać się po laureacie popularnego talent-show z komercyjnej stacji telewizyjnej. To nie jest płyta, jakiej należy spodziewać się po dużej wytwórni. To nie jest płyta, jakiej należy spodziewać się po debiutancie. To nie jest płyta, jakiej należy spodziewać się po chłopaku, który nagrał słaby duet z Tatianą Okupnik. W końcu, to nie jest płyta, jakiej należy spodziewać się po polskim wykonawcy.

\”Comfort And Happiness\” to równie duże, co pozytywne zaskoczenie. To bardzo świadomy, przemyślany materiał. Zestaw niebanalnych, wrażliwych piosenek, okraszonych kruchym, ale jakże ujmującym głosem młodego artysty. Dominują delikatne, balladowe nagrania, które zachwycają prostotą, subtelnymi, akustycznymi aranżacjami i nienachalnymi ozdobnikami. Dawid, brzmi tak, jak chcielibyśmy by brzmiał Chris Martin – bez zadęcia, stadionowego rozbuchania, za to kameralnie, intymnie, szczerze. Wiem, że to niepopularna opinia, ale zdecydowanie wolę Podsiadło, gdy śpiewa po angielsku – w polskich piosenkach jest coś patetycznego, egzaltowanego, na szczęście są tylko dwie. Dużo na tym albumie wyspiarskich klimatów, ale i nieco skandynawskiego rozmarzenia i lekkości. Sporo melancholii, ale nie smętów, i jest też miejsce na nieco skocznych dźwięków (\”No\”).

Jeśli miałabym się czegoś czepiać to braku… magii. Brzmi to okrutnie, ale \”Comfort And Happiness\” nie ma tego czarodziejskiego pierwiastka, który sprawiłby, że się w Dawidzie i jego muzyce z miejsca zakochujemy. Poza tym to piękna, ujmująca płyta, której słuchanie sprawia wielką, niekłamaną przyjemność.