Delphic – „Acolyte”

13 stycznia 2010
ok. 1 minuta czytania

Od pierwszych minut albumu „Acolyte” wiadomo, że Anglicy potrafią pisać dobre kawałki. Mają dryg do melodii, zgrabnych, wpadających w ucho refrenów, bezkolizyjnego łączenia stylów. Beztrosko mieszają więc rozmaite odmiany elektroniki (chociażby rave’owe naleciałości z ostrzejszymi wstawkami techno), dodają (indie) rockową zadziorność a kiedy trzeba pozwalają dźwiękom migotać delikatnie na skandynawską modłę. Jest zarazem mainstreamowowo i alternatywnie. Wszystko płynne, zbalansowane, bez niepotrzebnych udziwnień, ale i pozbawione banału. Słychać, że panowie szukają, choć robią to jeszcze dość ostrożnie. Brakuje brawury, pewnej finezji, czegoś, co pokazywałoby, że Delphic są w stanie przekroczyć wyznaczone przez swych mistrzów granice. Na razie sprytnie czerpią z dokonań New Order („Doubt”) czy Underworld („This Momentary”, znakomity utwór tytułowy). Nie trudno też znaleźć pewne podobieństwa z Klaxons, Bloc Party a takie „Submission” ma w sobie coś z nieodżałowanego Mainstream.

Muzyka Delphic nie powala oryginalnością, ale jest w niej na tyle świeżości, lekkości i najzwyczajniej chwytliwości, że nie trudno się do niej przekonać. Gorzej z wokalem. Cichutki, nijaki głos Jamesa Cooka jest najczęściej bezbarwny, lub – dla kontrastu – nadmiernie egzaltowany, przez co największe wrażenie robią instrumentalne fragmenty nagrań. Te jednak potrafią naprawdę zachwycić.

Krytycy i branża muzyczna w Wielkiej Brytanii widzą przed nimi świetlaną karierę. Czy świetlaną nie jestem pewna, ale debiutancki album Delphic pozwala mieć nadzieję, że z chłopców jeszcze coś dobrego wyrośnie.