Dick4Dick – „Summer Remains”

18 maja 2010
ok. 2 minut czytania

Może to te okoliczności przyrody (niepowtarzalnej), czyli drewniana chata na wschodzie Polski, gdzie zespół nagrywał ten album – sprawiły, że Dicki zamiast wprost po wyjściu z garażu prowokować oralnie penisem, postanowili nas totalnie zaskoczyć, stwarzając miłą dla ucha, przebojową perełkę dla wszystkich. Młodzi złapią się na tym, że nóżka sama zacznie podrygiwać, a starsi z kolei dostają cwaną, retrospekcyjną frajdę. Na „Summer Remains” kapela wykorzystała wpływy świeże (choćby Bloc Party w kawałku „Run Run Run” czy już z naszego podwórka The Car is on Fire – „So Much Love”, „Wakacje w Hadynowie”) a także te starsze, wyjęte wprost z przytaczanego archiwum – Skaldowie („Hollywood”), Lady Pank („Prognozy”) jak również gdzieś tam obecne echa Czerwonych Gitar, Niemena czy starego Kombi. Całość z kolei pływająca w sosie z Franka Zappy. Utwory mają potężną energię i przebojowość, są pełne życia i polotu. Słychać, że kapela nagrała ten longplay z wielką szczerością – czuć w tych kawałkach nutkę nostalgii, sentymentu za prostą, przebojową muzyką, która potrafi obronić się sama a nie przy pomocy kontrowersji.

Może to jednak kolejny z żartów formacji z Trójmiasta? Może po raz enty grają nam na nosie? Przez tę niepewność nie mogę się doczekać, co pokażą na kolejnym albumie. Jednak za nim to nastąpi, interesuje mnie ich nowe, koncertowe oblicze – to może być dopiero szok.