Dropkick Murphys – „Going Out In Style”

30 sierpnia 2011
ok. 2 minut czytania

Dropkick Murphys należy do tych zespołów, które kocham za to, że się nie zmieniają. I mam nadzieję, że nigdy nie wpadną na pomysł, by cokolwiek do swojej muzyki dodawać. Stosowane przez nich połączenie skoczności i melodyjności irlandzkiego folku z surową energią i krzykliwością punk rocka jest porywające. Nie sposób mu się oprzeć.

Al Barr wykrzykuje teksty wraz z kolegami, co daje efekt przekomarzania się w knajpie podczas spożywania dużych ilości Guinnessa i opowiadania historii z dziada pradziada. Coś jest na rzeczy, bo płyta ma charakter koncepcyjny i opowiada losy niejakiego Corneliusa Larkina. Bez nadętej, pretensjonalnej wiecowości. Jeśli już, to mamy klimat fajnej imprezy w pozytywnym gronie. Perkusja pędzi jak szalona, gitary grają prosto, piszczą dudy i piszczałki, jest akordeon, banjo, mandolina i chóralne śpiewy. Czasu na oddech nie ma wiele, podobnie, jak podczas koncertów Dropkick Murphys. Co nie znaczy, że nie ma go wcale. Kapela lubi czasem w balladową, tęskną nutę uderzyć, jak w „Cruel” czy „1953”.

Dropkick Murphys wytrwale promują muzyczną tradycję z ojczyzny przodków. Na krążku sięgnęli po tradycyjną pieśń „The Irish Rover”. Ale lepsze wrażenie robi rockandrollowa interpretacja piosenki „Peg O' My Heart” z 1913 roku, która w latach 80. pojawiła się w serialu „Śpiewający detektyw”. Gościem Dropkick Murphys jest w niej sam Bruce Springsteen. Połączenie Bossa i celtyckich punkowców jest więcej niż udane. Z gości (także m.in. Fat Mike z NOFX) Springsteen wypada najlepiej.

Dropkick Murphys proponują kolejną porcję znakomitego leku na depresję. Zamiast wydawać kasę na leżenie na kozetce, wystarczy posłuchać ich kilka razy i od razu świat wyda się piękniejszy.