Edyta Górniak – „My”

21 lutego 2012
ok. 1 minuta czytania

Niestety, żadne z tych stwierdzeń nie jest prawdziwe. Może poza tymi przemyśleniami. Zastanawiam się bowiem, co składnia skądinąd utalentowaną wokalistkę do nagrywania tak miałkich i słabych muzycznie płyt.

Na pewno jest lepiej niż na „E.K.G”, acz o to w końcu nie tak trudno. „My” to rzecz popowa, taneczna, choć z kategorii „ale to już było”. Dużo tu elektroniki, jednak niekoniecznie nowoczesnej. Zwyczajnej, europejskiej, takiej, jaką znamy od lat z rozmaitych letnich hitów i popowych produkcji. Dominują gładkie, szybujące, płaskie syntezatorowe brzmienia, czasem pojawia się jakiś agresywniejszy bit i „niemiecki” rytm („Consequences”) oraz zniekształcony, przefiltrowany przez różne zabawki wokal (po co taki zabieg u kogoś, kto umie śpiewać?). Oczywiście nie brakuje też ballad – czasem mniej („Tafla”) czasem bardziej elektronicznych („Obudźcie mnie”).

Najgorzej, że choć nie jest to ani nowoczesna produkcja, a emocji też niewiele (chyba, że ktoś myli puste wzdychanie z emocjami), same piosenki są boleśnie przeciętne. Podobne do siebie, niezapadające w pamięć, nijakie, a jak już zwracają uwagę to dlatego, że natrętnie przypominają coś, co już znamy.