Entombed A.D. – „Back At The Front”

30 sierpnia 2014
ok. 2 minut czytania

Wylałem przed premierą trochę pomyj na kawałki Entombed A.D. Ale prawdą jest, że numery ujawnione przed wydaniem „Back At The Front” nie były najlepszymi płyty zwiastunami. Do tego chyba nie udostępniono ich w wersjach dopracowanych brzmieniowo. Po świetnym koncercie na MetalFeście 2013 uszami wyobraźni już słyszałem kolejne zabójcze studyjne dzieło Petrova, Aleksa Hellida i reszty chłopaków. Cieszyłem się, że wspaniały death n’roll będzie chłostał mi narządy słuchu. Death n’roll tworzony właśnie przez L-G i Alexa, współtwórców szwedzkiego death metalu, a nie tylko przez jednego z nich. Emocje przysłaniają trzeźwy osąd. Moja dezaprobata względem podziału Entombed i brak wiary w to, że Petrov z kolegami już w kapeli jakiś czas grającymi (Nico Elgstrand – gitary, Olle Dahlstedt – perkusja, Victor Brandt – gitara basowa) jest w stanie dać nam coś wartego posłuchania, z tychże silnych negatywnych emocji się wzięły. Czyny mówią jednak głośniej niż słowa. A słusznie mówią, że „Back At The Front” jest płytą niezłą.

Urzeka brzmienie. Głębokie, ciepłe, naturalne, nadane przez Roberto Laghiego (miksy odbyły się w słynnych studiach Hansa w Berlinie). Przyjemnie słucha się tak brzmiących kawałków, takiej gitary. Do tego, poza może dwoma, trzema wyjątkami, naprawdę świetnych. „Bedlam Attack”, zaczynający się smyczkami „Pandemic Rage”, kapitalny, mroczny i niepokojący w klimacie „Bait And Bleed” z kapitalnym refrenem (ta gitarowa melodyjka!), „Waiting For Death”, „Eternal Woe”, „Digitus Medius”, to są, uwierzcie mi, kawałki na miarę starego, klasycznego Entombed! Choć jest wykrzyknik, tym razem emocje mnie nie ponoszą i piszę ze spokojem, przesłuchawszy „Back At The Front” po wielokroć. Tytuł być może odnosi się do jakichś militarnych sytuacji, chociaż prędzej stawiałbym na to, że jest to ze strony Petrova deklaracja determinacji, woli przetrwania, tworzenia. To nie jest facet, który się podda, wycofa, odejdzie. Dopóki sił do growlowania starczy i będzie zapotrzebowanie na koncerty (a będzie), ze sceny nie zejdzie. Czuje się tę determinację i zaangażowanie na całej płycie. Nie tylko L-G, każdego z muzyków. Miło, że do albumu przyłożył wyobraźnię nasz rodak, Zbyszek Bielak, który całość interesująco oprawił graficznie, a w materiałach promocyjnych został zabawnie określony jako „Necropolitus Cracoviensis”.

Entombed A.D. gra bardzo oldschoolową muzykę, która brzmi świeżo i przekonująco. Jest w niej pasja, są fajne kompozycje, jest odpowiednie brzmienie. Może nie wszystkie kawałki przekonują na równym poziomie, lecz z pewnością Szwedzi nie zawiedli. Narobili mi potężnego smaku na koncert. Teraz czekam na to, czy będzie odpowiedź Aleksa Helllida.