Exodus – „Exhibit B: The Human Condition”

15 maja 2010
ok. 3 minut czytania

O kondycję ludzką można toczyć zażarte spory i dojść do mało budujących wniosków. Słuchając „Exhibit B:…” można (trzeba!) się tylko cieszyć. Dzięki takim płytom kondycja zasłużonego dla ekstremalnego grania gatunku jest niezagrożona. Choć trudno nie dostrzec, że forma Exodus od momentu dołączenia Roba Dukesa i Lee Altusa nie jest stabilna, a jej idealnym graficznym odwzorowaniem jest sinusoida (najpierw świetna „Shovel Headed Kill Machine”, potem spadek formy w postaci „The Atrocity Exhibition… Exhibit A”).

Kolejna część opowieści o okropieństwach świata (tym razem m. in. masakra w Nankinie, morderstwa Charlesa Ng i Leonarda Lake’a) ma za podkład powalający potęgą riffów thrash metal, grany głównie w ultraszybkim tempie, z kapitalną, niesamowicie pędzącą sekcją rytmiczną Jack Gibson/ Tom Hunting. Oprócz młócenia jest miejsce na odrobinę klasycznego metalu – melodyjne riffy i ładne solówki unisono (znakomity „Downfall”). Genialne brzmienie „wykręcił” kalifornijskim weteranom Andy Sneap (to jego trzecia współpraca z Exodus). Gitary tną uszy aż miło, energia po prostu rozrywa, gdy słucha się kawałków, wszystkie instrumenty idealnie słychać i nie ma sterylnego odhumanizowania. Porównując materiał do popularnej w Kalifornii chirurgii plastycznej, Sneap z precyzją mistrza odświeżył to, co było wcześniej, zrobił lekki lifting nie ingerując mocno w materię. Z założenia unikał ładowania botoksu i silikonu gdzie się da, wiedząc że naraziłby zespół na osłabienie długotrwałej siły rażenia jego muzyki.

Exodus proponuje nam ponad 74 minuty thrashowego łojenia. Sztuką jest napisanie tak długiego i równego materiału. Album ma dużo mocnych punktów, ale i parę słabych. Niepotrzebnie przeciągnięto kilka kompozycji, choć słychać, że muzycy nie mieli w nich już nic ciekawego do powiedzenia (np. „Class Dismissed…”, „Democide”). Rob Dukes świetnie sprawdza się cedząc nasycone wysokooktanową nienawiścią słowa przez zęby, ale lepiej, żeby unikał prób czystego śpiewania, bo efekt będzie nieciekawy. Przewaga pozytywów, czyli znakomitych numerów, jest jednak miażdżąca. „The Ballad Of Leonard And Charles”, „Beyond The Pale”, „Downfall”, „Hammer And Life”, „March Of The Sycophants” (tu gościnnie na wokalu Peter Tägtgren), „Nanking” – to thrash metal klasy światowej. Dorzucić koniecznie trzeba „Burn, Hollywood, Burn”, w którym głos Dukesa naładowany jest taką nienawiścią, że trudno nie uwierzyć w to, iż naprawdę szlag go trafia, gdy słyszy o Paris Hilton (So young, bitch and famous; Hotel heiress, glamour queen; The only reason we know your name; Is bad night vision pornography – chyba nie ma wątpliwości, o kim są te słowa?).

Chylę czoła i ogromnie się cieszę z tak dobrej płyty. Exodus jest jednym z tych zespołów, od których rozpoczęła się moja fascynacja thrash metalem. Czuć, że ten skład ma potencjał, słychać że Gary Holt i Lee Altus tworzą znakomity kompozytorski i gitarowy duet. Pozostaje mieć nadzieję, że Exodus tak wysoki poziom utrzymają na kolejnych krążkach. Teraz muszę dopaść wersję japońską, by przekonać się, jak Amerykanie przerobili „Don’t Make No Promises (Your Body Can’t Keep)” Scorpions.