Fleur East – „Love, Sax and Flashbacks”

20 stycznia 2016
ok. 1 minuta czytania

Brytyjka wywodzi się z programu „The X Factor” i bardzo to słychać na jej debiutanckiej płycie. „Love, Sax and Flashbacks” to swoista „Jaka to melodia”, zestaw coverów bez coverów. 28-latka co piosenkę przypomina bowiem innego wykonawcę. Tytułowy „Sax” to hołd dla „Uptown Funk” Marka Ronsona, dalej mamy skojarzenia z Whitney Houston z czasów „I Wanna Dance With Somebody”, Madonnę w klimacie „Express Yourself” czy The Fugees.

Niby utwory są fajne, chwytliwe, zgrabne, soczyste. Dobrze wyprodukowane, ze sporą ilością instrumentów dętych i ukłonów w stronę klasycznego R&B. To eklektyczny zestaw łączący pop, R&B, funk, hip-hop oraz disco. Wokalistka raz jest żywiołowa, energiczna, kiedy indziej spokojniejsza i rozbujana. Dla każdego coś dobrego. Problem w tym, że nie wiemy, kim jest Fleur East. Brakuje jej osobowości, charakteru, własnego stylu. Bardziej niż artystkę przypomina produkt programu/wytwórni.

Nie powiem, dobrze się tych piosenek słucha. Niemal wszystkie nadają się do radia, ale raczej nie zapadną w pamięć. W popie trzeba jednak się wyróżniać, trzeba być rozpoznawalnym, a Fleur East poza tym, że ma energię i nieźle wpasowuje się w różne muzyczne sytuacje, nie oferuje niczego szczególnego. Pojedyncze single mogą się przebić, ale należy przypuszczać, że czeka ją los gwiazdki sezonu.