Gitarzystę Slayera zabił alkohol

10 maja 2013
ok. 1 minuta czytania

Przyczyną śmierci muzyka była marskość wątroby spowodowana nadużywaniem alkoholu. Jeff, jak i jego najbliżsi, nie zdawali sobie sprawy w jak bardzo złym stanie była jego wątroba – dowiedzieli się o tym, dopiero na kilka dni przed jego odejściem. Jak podają niektóre źródła, Jeff – choć tak wcześniej sugerowano, wcale nie znajdował się na liście do przeszczepu narządu. Wszystko wskazywało na to, że jego stan się poprawia, gitarzysta był także podekscytowany faktem, że już niedługo wróci do studia.

Gitarzysta Kerry King i basista Tom Araya mają zamiar na nadchodzących koncertach grupy, godnie uczcić pamięć kolegi.

– Wiemy, że fani na całym świecie cierpią z powodu odejścia Jeffa, tak samo jak my – napisali muzycy. – Chcemy wam powiedzieć, że kiedy dotrzemy do Europy w czerwcu, lipcu i sierpniu wszyscy zrobimy trochę hałasu dla naszego brata i drogiego przyjaciela, Jeffa. Do zobaczenia!

Hanneman odszedł 2 maja, w wieku 49 lat.

Przypomnijmy, że formacja będzie jedną z gwiazd tegorocznego Impact Festivalu, który odbędzie się w dniach 4 – 5 czerwca na warszawskim lotnisku Bemowo.

Ostatni longplay zespołu to „World Painted Blood” z listopada 2009 roku.