Gnarls Barkley – „The Odd Couple”

28 marca 2008
ok. 2 minut czytania

Od premiery znakomitego singla „Crazy” mijają właśnie dwa lata, a piosenkę ciągle można usłyszeć nie tylko w reklamach, ale także w sklepie na stacji benzynowej i u fryzjera. Panowie Danger Mouse i Cee-Lo Green pewnie nie stworzą już czegoś równie świeżego, błyskotliwego i porywającego, ale przecież od The Rolling Stones nie wymagamy nieustannie kolejnego „(I Can’t Get No) Satisfaction”. Wystarczy w zupełności, że Gnarls Barkley nadal tworzą przyjemną mieszankę hip-popu z elementami oldschoolowej elektroniki na całkiem przyzwoitym poziomie.

Drugi album, „The Odd Couple”, przynosi to, do czego przyzwyczaili nas już Amerykanie. Pomieszanie stylów, które raczej należałoby nazwać różnorodnością. Mamy bowiem sporą dawkę popowych melodii, nieco awangardowych pomysłów, szczyptę hip-hopu. Na płycie znalazło się jednak również kilka melancholijnych, żeby nie powiedzieć smutnych piosenek. Mam na myśli naprawdę udaną kompozycję „Who’s Gonna Save My Soul” czy niewiele słabszą „Neighbors”. Gdy do tego dodamy bogate instrumentarium (a raczej błyskotliwe pomysły aranżacyjne Danger Mouse’a) i charakterystyczny skrzypiący głos Cee-Lo będziemy mieli niemal pełen obraz. Brakuje w nim jednak pewnej nowości, jaką zafundowali słuchaczom amerykańscy twórcy. Trzymając się swego eklektycznego stylu nie zdołali podnieść poprzeczki.

Album „The Odd Couple” nie jest zapewne wielkim osiągnięciem w historii muzyki i być może nawet będzie ostatnim w historii Gnarls Barkley. Nie ma jednak powodu do zmartwień, bo o niezwykle utalentowanych panach o pseudonimach Cee-Lo Green i Danger Mouse usłyszmy jeszcze nie raz. O tym ostatnim choćby przy okazji nowego albumu Becka czy The Black Keys.