Gogol Bordello – „Trans-Continental Hustle”

26 listopada 2010
ok. 2 minut czytania

Jeśli ktoś myślał, że zatrudnienie Ricka Rubina sprawi, że formacja charyzmatycznego Eugene’a Hütza zaprezentuje coś innego niż do tej pory, pomylił się i to bardzo. Legendarny producent znany jest z tego, że pozwala artyście być sobą, nie stara się go na siłę zmieniać. Pomaga mu jedynie wyeksponować najmocniejsze strony. Nie inaczej brodacz podszedł do współpracy z Gogol Bordello. Głosy i instrumenty są na krążku idealnie uwypuklone, mają odpowiednią dynamikę, nieco większą niż na krążku „Super Taranta!”. Ale to wciąż ten sam radosny styl. Czasem słychać, że Eugene mieszka w Brazylii, bo pojawia się feeling trącący nieco karnawałem w Rio (najwyraźniej w „In The Meantime In Pernambuco”).

Jeżeli ktoś polubił muzykę Gogol Bordello, będzie z „Trans-Continental Hustle” wielce zadowolony. Jeśli zaś twórczość wielonarodowej kapeli kogoś wcześniej nie przekonała, nowy krążek nic nie zmieni. Bo to wciąż kipiący witalnością i zabawą cygański punk, ska, dub, z balladowymi folkowymi momentami. To wciąż szalejące skrzypce, biesiadnie grający akordeon, głośne chóry męskie i żeńskie. Idealny pokład dla słowiańskiej duszy, lubiącej szaleć do utraty tchu na koncercie albo wychylić co nieco na imprezie w miłym gronie.

Na „Super Taranta!” Hütz napisał parę potężnych hitów („Wonderlust King”, „American Wedding”). Wena nie opuściła go również przy pracy nad „Trans-Continental Hustle”. Wybija się otwierający „Pala Tute”, rozsławiony wspólnym wykonaniem Eugene’a i Siergieja Rjabcewa z Madonną podczas „Live Earth” w 2007 roku. Ale inne wiele temu kawałkowi nie ustępują. Aż chce się wyskoczyć z butów, żyć, pić i szaleć przy choćby „Immigraniada (We Comin' Rougher)”, „Uma Menina Uma Cigana”, „My Companjera”, „Rebellious-Love” czy piosenki tytułowej.

Tabor pozytywnych wariatów pod komendą Eugene’a porusza się szlakiem, który zna na pamięć, zaś wozy kolorowe trzymają się świetnie.