Gus Gus – „Arabian Horse”

21 lipca 2011
ok. 2 minut czytania

Ósme studyjne dzieło Gus Gus najkrócej można by określić jako zbiór nowoczesnych numerów do tańca i do różańca. Przy słuchaniu krążka „Arabian Horse” zdążyłem ugotować obiad, posprzątać mieszkanie, spędzić miły wieczór w towarzystwie drugiej osoby, a na koniec jeszcze wziąć kąpiel. Płyta zapętlała się w tym czasie kilka razy, wcale się przy tym nie nudząc. Lekkość materiału, jego stylistyczna rozpiętość powodują, że można nowe nagrania Gus Gus wykorzystywać przy różnych okazjach. Przy kawałku „Be With Me” śmiało możecie się zamykać w sypialni, przy „Over” ruszycie odważniej nogą na klubowym parkiecie, a „When Your Lover’s Gone” zabierze was w relaksacyjne klimaty.

Trudno nazwać nowy album Islandczyków płytą perfekcyjną, ale ma ona sporo zalet. Syntetyczne, chłodne brzmienia upiększają na niej wokale gości m.in. Urður „Earth” Hákonardóttir, która z Gus Gus śpiewała już kilka lat temu, a także Högni Egilsson z nowej islandzkiej sensacji – zespołu Hjaltalin, który w 2011 roku dwukrotnie zagrał w Polsce. Bez nich, sama muzyka wystarczyłaby na jedną domówkę dla elektronicznych freaków, a tak dostaliśmy bardzo przystępny, taneczny album, do którego będziecie mogli wielokrotnie wracać. I nawet jeśli wielkiej furory Gus Gus nim nie zrobią, to i tak mogą się pochwalić materiałem lepszym, niż chyba nie tylko ja się po nich spodziewałem.