Hardcore Superstar – „C’mon Take On Me”

28 marca 2013
ok. 2 minut czytania

Gdy nie ma The Hellacopters, gdy Backyard Babies znajdują się w stanie hibernacji (chyba), sztandar szwedzkiego rocka dzierżą właśnie Hardcore Superstar. I wstydu na pewno nie przynoszą, choć ich kariera to raczej wykres sinusoidalny niż stopniowo wznosząca się linia. Tyczy się to również zawartości poszczególnych krążków, na których nie brakowało piosenek wprost kapitalnych, jak i takich, których obecność na płycie ciężko było uzasadnić. Wyjątkiem był album „No Regrets”, który potężnie kopał i bujał od początku do końca.

„C’mon Talk To Me” ma potężne, soczyste brzmienie, które jest zasługą samego Randy’ego Stauba (m.in. Metallica, Alice In Chains, Nickelback, Bon Jovi). Szwedzi trzymają się tego, co im najbliższe i oscylują wokół klasyki hard rocka. Nieraz słychać fragmenty nawiązujące do Gunsów, AC/DC, Mötley Crüe z lat 90., a wokal Joakima Berga chwilami niemal do złudzenia przypomina Jeffa Keitha z Tesli. Hardcore Superstar najlepiej prezentuje się jako rockowy drapieżnik, któremu najbliższy jest imprezowy feeling i luz. Numer tytułowy, „Too Much Business” albo „Are You Gonna Cry Now” kąsają po prostu wspaniale. Nieco gorzej prezentują się balladowe momenty, zbyt ckliwe i pretensjonalne niczym z jakiejś amerykańskiej lukrowanej filmowej opowieści o nastolatkach. Ale generalnie dostajemy melodyjne hardrockowe mięcho, podszyte jak zwykle u szwedzkiego kwartetu klimatem imprezy i niemałą szczyptą dekadencji.

Dla Hardcore Superstar impreza nigdy się nie kończy, a jej intensywność jest duża. Warto się przyłączyć i poszaleć zapominając o całym świecie. Choć kaca pewnie uniknąć się nie da.