Hate – „Erebos”

16 grudnia 2010
ok. 1 minuta czytania

Adam The First Sinner, lider grupy, bardzo udanie przypieczętował wypadający w 2010 roku jubileusz 20-lecia jej istnienia. Bóstwa ciemności nad nim czuwały. Siódme dzieło Hate to kolejny krok w rozwoju, postawiony szczebel wyżej od słusznie chwalonego poprzednika, „Morphosis”. Procentuje dojrzałość, osłuchanie i zdobyte w pocie czoła doświadczenie.

„Erebos” to monumentalizm, zabójcze blasty, opętane i melodyjne zagrywki gitarowe, miażdżący ciężar, towarzyszące nam od początku do końca wściekłość oraz brutalność. Mamy strach i wszechobecny mrok, spotęgowany rozjeżdżającymi się mayhemowo riffami, piskami à la Dimebag i elektroniką, czającą się co jakiś czas dyskretnie w tle. Mrocznie i strasznie jest też w tekstach Adama, naładowanych nawiązaniami do mitologii, religii i filozofii. Ciekawie zróżnicowana całość ma świetne brzmienie, uzyskane w sprawdzonym przez Hate wcześniej Hertz Studio braci Wiesławskich. Co chwila coś się na płycie dzieje, nie mamy sposobności na odpoczynek i na nudę. Behemothowi wyrósł groźny konkurent.

To nie przypadek, że Hate coraz więcej gra poza Polską. W jubileuszowym roku zjechał kawałek świata, a następna duża porcja koncertów jeszcze przed nim, i to w towarzystwie choćby Rotting Christ, Sepultury i Nevermore. Brawa za upór i konsekwencję. Trzymajmy kciuki, by Hate był kolejnym polskim zespołem, który zajdzie daleko. Są na dobrej drodze.