Hole – „Nobody’s Daughter”

28 listopada 2010
ok. 2 minut czytania

Początkowo miał być to drugi solowy krążek Courtney Love. Artystka regularnie przesuwała premierę, zmieniała współpracowników, by, niczym Filip z konopi, wyskoczyć z „reaktywacją” Hole. Trudno mówić o reaktywacji, bowiem artystka zaangażowała zupełnie nowych muzyków. Ale nie ona pierwsza. Wystarczy spojrzeć na Helmet, The Smashing Pumpkins czy osławione Guns N' Roses. Dywagacje, na ile to płyta Hole, na ile Love, a na ile może Billy’ego Corgana i Lindy Perry (współautorów piosenek) to jednak materiał na osobny tekst. Grunt, że „Nobody’s Daughter” w końcu ujrzało światło dzienne i raczej nie powinno przestraszyć sympatyków wdowy po Cobainie.

To zestaw ładnych, czasem rockowo energicznych, czasem lekko smętnych, ale całkiem zgrabnych kawałków. Longplay otwiera kapitalne nagranie tytułowe (mój faworyt na płycie). Świetna melodia pięknie łączy się tu z klasycznym, grunge’owo – rockowym brzmieniem, gdzie akustyczne gitary sprytnie przeplatają się ze swymi ostrzejszymi, podłączonymi do prądu koleżankami. Podobne zabiegi słyszymy w większości kawałków. Hole A.D. 2010 to wciąż proste kompozycje, w miarę chwytliwe refreny i delikatno-zadziorne, słodko-gorzkie aranżacje. Momentami z jakimś sprzężeniem, czasem przesterem. Niezmiennie seksowny pozostał też zachrypnięty/przepity/przepalony głos Courtney. Czasem 45-latka przypomina sobie, że lubi powrzeszczeć do wściekłych dźwięków, na szczęście nie robi tego zbyt często, bowiem znacznie bardziej przekonująco wypada w lekko stonowanych utworach.

Piosenki na „Nobody’s Daughter” nie należą do wybitnych, okraszone wokalem i emocjami Love sporo jednak zyskują. Nie wryją się w pamięć, jak „Doll Parts”, „Miss World” czy „Celebrity Skin”, cieszy, jednak, ze gwiazda nie próbowała się wymyślić na nowo, nie kombinowała, a jedynie starała się odtworzyć to, w czym była dobra. Rezultat jest co najmniej zadowalający.

Nie jest to powrót na miarę Alice In Chains, ale fani, którym brakuje soczystych a zarazem brudnych, gitarowych brzmień rodem z lat 90., powinni być usatysfakcjonowani.