Holly Blue – „First Flight”

28 grudnia 2012
ok. 2 minut czytania

Sonia Kopeć jest wprawdzie jeszcze nastolatką, ale napisała wraz z Emilem piosenki piękne i niesamowicie dojrzałe. To nie są jakieś pierdółki zagubionej małolaty wyrzucane z siebie dla zwrócenia uwagi zawistnych koleżanek, lecz przemyślane i zgrabnie stworzone kompozycje, które coś nam o artystce i świecie widzianym z jej perspektywy mówią. Mamy niemało utworów balladowych, refleksyjnych, nostalgicznych, bajkowo rozmarzonych, lecz płyta nie jest pozbawiona także optymistycznej energii i żywiołowości (np. „Lookin' Back” z ładnie wplecionym saksofonem, „Lemon”). Wyciągnięcie wniosków, co do inspiracji, łatwe nie jest. Czasem niemal dziewczęcy śpiew wokalistki kojarzy się z Edie Brickel albo mniej wariackim wcieleniem Reginy Spektor. Często brzmiące pianino zapewne skieruje nasze poszukiwania punktu odniesienia w stronę Tori Amos albo A Fine Frenzy i nie będzie to nieuzasadnione.

Ale środków wyrazu jest więcej. Choćby ładnie ubarwiające album wiolonczele czy lekko ambientowe elektroniczne wstawki. Całkiem nieźle zapowiedziały krążek piosenki „Lemon” i „Tic-Tac Sound” (każda jest na nim w dwóch wersjach), ale wartych uwagi kompozycji mamy na „First Flight” więcej. Weźmy dla przykładu świetną „Mr. Catastrophe”, „Optimistic” albo „The Song”. Całkiem udany jest cover hitu The Connells „’74 – ’75”. Może nie są to kandydatki na megaprzeboje, ale to z pewnością piosenki, których nie powstydziłoby się wielu twórców z większym dorobkiem i doświadczeniem od Holly Blue.

Sonia ma urodę i talent, co na pewno w karierze muzycznej nie przeszkodzi, a pomóc może znacząco. Emil świetnie dopełnia ją kompozytorsko, a do tego znakomicie produkuje piosenki. Wraz z zaproszonymi do nagrań muzykami oboje dali nam obszerną porcję przemyślanej, starannie zaaranżowanej, poruszającej muzyki, przede wszystkim do słuchania. Pierwszy lot Holly Blue jest na wysokim pułapie. Życzę, by zespół utrzymał go jak najdłużej.