Ian Brown – \”Solarized\”

30 września 2004
ok. 1 minuta czytania

Z moją wiecznie kwitnącą miłością do tego Anglika nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jest on twórcą dzieł wybitnych. Niestety, w całości jego albumy niewiele wykraczają ponad przeciętną, co nie zmienia faktu, że słucha się ich szalenie przyjemnie. Jest to przede wszystkim zasługa niezwykłego głosu Browna. Lekkiego, nieco beznamiętnego, jednak emanującego ciepłem. Nie inaczej jest z zawartością \”Solarized\”. Być może nie urzeka przy pierwszym przesłuchaniu, ale wystarczy wrzucić ją do odtwarzacza jeszcze raz, aby dać się uwieść \”śpiewom\” (i akcentowi!) Iana. To, czego jednak ewidentnie brakuje temu krążkowi, to muzyczne perełki. Na każdej z poprzednich płyt, wśród niekoniecznie powalających \”kawałków\”, trafiała się przynajmniej jedna, która pozostawiała człowieka oniemiałego z zachwytu. Owszem, gallagherowe \”Keep What You Got\” jest bardzo dobre, a \”Sweet Fantastic\” i \”Upside Down\” śliczne, ale daleko im do \”Corpses In Their Mouth\” czy \”Set My Baby Free\”.

Miłośnicy Iana Browna z pewnością nie poczują się rozczarowani. Na \”Solarized\” wiele jest przestrzeni i słońca, co sprawia, że muzyka ta potrafi rozgrzać w szary, zimny, jesienny wieczór. Osoby mniej zauroczone jego twórczością wychwalać tego longplaya raczej nie będą.