Jaga Jazzist – „One-Armed Bandit”

8 września 2010
ok. 1 minuta czytania

Norwedzy wciąż stawiają na stylowe wymieszanie jazzu, elektroniki i progresywnego rocka. W ich muzyce mnóstwo jest kolorytu, fantazji, bajkowego wręcz klimatu, który ma w sobie co najmniej tyle samo magii, ile odnajdujemy na płytach múm albo Sigur Rós z najlepszych lat. Wielopłaszczyznowe kompozycje trwają na tyle długo, że w zasadzie każdy z muzyków (a jest ich w Jaga Jazzist aż dziewięciu) ma na „One-Armed Bandit” swoje przysłowiowe pięć minut.

Niezawodne trąbki, świetnie nastrojony bas, klimatyczne Rhodes i wibrafon – oszczędności w aranżacji nie sposób im zarzucić. Czasem wręcz wydaje się, że nagromadzonych środków jest za dużo. Może gdyby w kilku momentach postawić na mniej rozmyte, dopieszczone brzmienie, a bardziej na brud i szorstkość, muzyka Jaga Jazzist miałaby jeszcze więcej wyrazu. Bo jeśli coś można im zarzucić to właśnie za mało ognia, a za dużo poprawności.

Na szczęście to wcale nie odbiera przyjemności ze słuchania Norwegów. A to, że umieją sprawić słuchaczowi mnóstwo przyjemności, nie ulega najmniejszej wątpliwości.