Janet Jackson – „Discipline”

26 lutego 2008
ok. 2 minut czytania

Nie zabrakło więc wybornych producentów, z najbardziej popularnymi ostatnio Stargate’em, Rodneyem Jerkinsem, The-Dream i Tricky Stewartem na czele. Gościnnie pojawiają się z kolei Ne-Yo oraz Missy Elliott i to już druga (po świetnym remiksie „Son of a Gun (I Betcha Think This Song Is About You)” z 2001 roku) udana kooperacja pomiędzy tymi paniami, ponieważ funkująco-oldskulowe „The 1” stanowi jeden z mocniejszych punktów „Discipline”.

Nowy krążek Janet jest też świetnie zbilansowany pomiędzy przebojowym R&B, kapitalnym popem w stylu pierwszych dokonań Jackson, oraz bliskich soulowi ballad. Artystka na szczęście nie przesadziła z ich liczbą, dzięki czemu te wolniejsze, spokojniejsze kawałki stanowią co najwyżej moment wytchnienia, a w żadnym wypadku nie dominują materiału.

Janet, do czego już od bardzo dawna przyzwyczaiła fanów, brzmi niezwykle seksownie, kobieco, w maksymalny sposób wykorzystując wszystkie swe głosowe atuty. Lata doświadczenia i obecności na szczycie nie są przecież dziełem przypadku i słyszymy to od pierwszej do ostatniej sekundy. Trudno jedynie zrozumieć, czemu na blisko godzinnej płycie mamy aż osiem niespełna minutowych skitów, w czasie których nie dzieje się nic godnego uwagi. To zaburza spójność materiału i pozostawia bardzo kiepskie wrażenie.

Na szczęście odtwarzacz można tak zaprogramować, by omijał owe przerywniki, a wtedy jest już tylko dobrze. Zawartość stricte muzyczna na płycie broni się wyśmienicie. Janet po raz kolejny sprytnie balansuje pomiędzy popem i R&B, pokazując dobitnie, że w obu tych gatunkach trudno o konkurencję dla niej. Solidne cztery, nawet z plusikiem.