Joanna Newsom – „Ys”

7 stycznia 2007
ok. 2 minut czytania

Na drugiej płycie w dorobku pochodzącej z Kalifornii artystki znalazło się tylko pięć, ale za to dość długich (od siedmiu do prawie siedemnastu minut) kompozycji. Nieograniczona czasem Newsom powoli i precyzyjnie buduje nastrój, rozwija tematy, snuje swoje opowieści, nasycone słowami-metaforami, w których nie brakuje odwołań do ludowych legend, romansów i baśni (tytuł płyty pochodzi od nazwy mitycznego miasta w Bretanii). Amerykance towarzyszą tradycyjne instrumenty: banjo, mandolina, akordeon, smyczki i – przede wszystkim – wspomniana harfa. To dźwięki wydobywające się z niej nadają całości unikatowego brzmienia i pewnej lekkości. Warto przy okazji wspomnieć, że materiał został nagrany analogowo, a pomocą służył m.in. wybitny producent i aranżer Van Dyke Parks.

W muzyce Newsom, którą trudno określić jako typowy folk, pojawiają się cechy właściwe dla muzyki klasycznej, a to za sprawą dużych form muzycznych, jak i sposobu gry oraz obecności określonych instrumentów (uwagę zwracają bogate, barokowe aranżacje). Nie brakuje również motywów celtyckich czy, mówiąc ogólnie, ludowych. Ponadto usłyszeć można wątki charakterystyczne dla teatru czy musicalu, tak jest m.in. w najciekawszym – moim zdaniem – utworze „Monkey & Bear”, który wydaje się niczym z zaczarowanego świata pierwszych kreskówek Walta Disneya.

Albumem „Ys” udało się Joannie Newsom stworzyć coś magicznego. Z niewinnością w głosie i harfą w rękach ma ona naprawdę wiele do zaoferowania.