Jonny Greenwood – „There Will Be Blood”

22 stycznia 2008
ok. 1 minuta czytania

Wbrew tytułowi nie mamy do czynienia z horrorem, a dramatem – adaptacją powieści Uptona Sinclaira „Oil!”. Łatwo jednak o pomyłkę, gdyż muzyka Jonny’ego Greenwooda brzmi jak z filmu grozy. Artyście udało się stworzyć portret porażającej i budzącej strach pustki. Pełną mrocznego napięcia atmosferę budują przede wszystkim instrumenty smyczkowe. Członek oksfordzkiej formacji prowadzi je z taką samą maestrią, jak gra na gitarze.

Dla Anglika to już druga próba – i to bardzo udana! – zadomowienia się w świecie filmu. Wykorzystując doświadczenia nabyte przy pisaniu muzyki do eksperymentalnego dokumentu „Bodysong”, Greenwood skoncentrował się na oddaniu klimatu towarzyszącemu obrazowi. Nie poszedł na łatwiznę i nie skorzystał z motywów charakterystycznych dla utworów z lat 20. ubiegłego stulecia. W tych bowiem latach rozgrywa się akcja ekranizacji – opowieści o samotnym z wyboru, chciwym człowieku poszukującym na pustyni ropy. Oksfordczyk skupił uwagę słuchacza na wewnętrznym pejzażu głównego bohatera, trawionego rządzą pieniądza i władzy, a w gruncie rzeczy słabego człowieka. Pustka, żałość i tęsknota pobrzmiewają najmocniej w utworach „Prospectors Arrive”, „Henry Plainview”, „Oil” oraz „HW/Hope of New Fields”.

„There Will Be Blood” nie jest soundtrackiem najłatwiejszym. To wymagające kompozycje, których raczej ciężko słuchać do śniadania. Po prostu nie sposób je zignorować i zbagatelizować. Tak, jak i kariery Greenwooda.